Indeks? Legenda? Odnośniki? Spis Treści?

Przegląda się stare zapiski. Szuka się tego jednego jedynego czegoś, owego śladu znanej już prawdy. Gdzieś w pamięci się kolebie, że to musiało być wtedy to a wtedy, ale wszystkie strzały okazują się chybione. Ostatecznie cierpliwa konsekwencja pomaga. Wpis po wpisie, słowo za słowem, jednym rytmem, monotonne oby do celu.

– Ale to było dawno temu, a jednocześnie niemal wczoraj. – Westchnienie samoistnie wydobywa się z ust. – I naprawdę miałam już wtedy napisany kawałek tekstu imieninowego. – Uśmiech delikatnie zaczyna dopominać się o swoje miejsce na scenie. – No! Przyhamowałam, żeby samej sobie nie zrobić bezsensownego bum bum w oba kolana. – Uśmiech staje się szerszy. – Taki tekst to długo się z siebie wypaca. Jakieś blisko trzydzieści kilometrów potrzeba przemaszerować, żeby totalnie zapomnieć o treści własnego Moulin Rouge. – Kolejną długą chwilę zajmuje szukanie starego pliku. – Gdzie ten cholerny wstęp mogłam wcisnąć? – Nerwy zaczynają dokuczać. – Ja i to moje nadawanie wszystkiemu dziwacznych tytułów i nazw.

Poszukiwania ostatecznie uwieńczone sukcesem poprawiają humor. Ale na tym przecież nie koniec. Do odległego endu jeszcze spory kawałek.

– Nie do zdarcia ze mnie zakapior. – Nerwowy pomruk znowu ciśnie się na usta. – Jak mnie ktoś wkurzy to zaczynam pluć literami. Czasami do wirtualnej szuflady to trafia, a czasami zostaje wykrzyczane prosto w twarz i to już nie w tę wirtualną. – Następny z zagubionych diamencików wpada do rąk. – I te cholerne filmiki do dokończenia. – Mimo to syk nie cichnie. – Jeden już w całości czeka na emisję. Nawet wisi gdzie trzeba. Ale niech się jednoosobowa widownia wyszaleje najpierw. Wybędzie z Warszawki i zabawi w odległych stronach kraju. Trochę ruchu nigdy nie zawadzi. Szarpanina dobrze robi nie jednej Amazonce. Na rozgoszczenie się w loży honorowej jeszcze przyjdzie czas. A poza tym jak emocje odrobinę opadną to i przyjemniej będzie większą dawkę prawdy poznać. Tej już poza fantasmagorycznej. Ciepła szczerość dużo lepiej smakuje od smętnawej Harlequinady.

Ostatecznie materiały poukładane jeden na drugim lądują do oddzielnego pliku. Lepiej wiedzieć, gdzie i czego szukać. Żadnego więcej ONE. Większy konkret upraszcza życie. Zabawa w poplątany labirynt straciła sens dwa lata temu. Teraz to już jeden wielki konkret się z tego zrobił. Z owej pracy już nie tylko u ale i od podstaw. Cholernej, żmudnej, niekończącej się budowy określonego jutra. – Przez chwilę kalejdoskop dat bombarduje pamięć. Przy kolejnym tekście wspomnienie złości wraca. – Wkurzyłam się. Jezu! Nawet nie pamiętam już nawet na kogo, za co i dlaczego. – Uśmiech połączony z silnym zmarszczeniem nosa opanowuje twarz. – Kawy! Kawy! Królestwo za kawę! – Milczące usta zaczynają krzyczeć wewnątrz głowy. Trzeba więc wstać i ruszyć dupę jak szafarnię, żeby dotrzeć do kuchni, do źródła nektaru życia.

Stojąc ponad ekspresem szare komórki znowu zaczynają dawać się we znaki. – Pamiętam horoskop porównawczy. Co prawa bez dokładnej godziny nie wszystko da się wychwycić, ale i bez tego sporo można wygrzebać. Szczególnie w porównawczym. – Uśmiech nie schodzi z twarzy. Palce przyciskają klawisze na ekspresie, a szare komórki nadal walczą z sennością. – Idealnie ścisła kwadratura Słońca z Merkurym. Moje gryzmolenie i cudze poczucie własnej wartości w wiecznej zwadzie. Ja piszę i tym dokuczam. Ale bez światła cudzego Słońca w horoskopie urodzeniowym zbrakłoby mi paliwa. Merkury niczym umierający wulkan skamieniałby na dobre. Bez zewnętrznych aktów skrajnego czasami zarozumialstwa zabrakłoby mi weny. W tyglu pełnym liter nigdy nie podniosłaby się temperatura. Ani jedno słowo nie wyrwałoby się z mojej głowy. Zero fajerwerków. Martwa cisza i nic ponadto.

Szum ekspresu cichnie. Ogromna filiżanka trafia do rąk. Nogi same ruszają w stronę pokoju. Komputer żałośnie nawołuje. Kanapa układa się pod odwłokiem w przyjemnie wygodny sposób. – Żyć nie umierać, jak mawiali Rzymianie, czy ktoś tam jeszcze inny – szept odruchowo wypływa z ust. – To naprawdę kwadratura. Mój Merkury w Koziorożcu i Słońce w Baranie szanownej wyższej instancji. O! Przepraszam. Wyższa Instancja to teraz szefowa w obecnej pracy. Pseudonim artystyczny już zabukowany. No to może sięgnijmy po… bo ja wiem, co tam jeszcze było? Wszystkie kotowate już mi się znudziły. Misiowate też. Jaki by tu pseudonim wytrzasnąć? O! może Camera Obscura? Nie! To inicjały niczym Centralne Ogrzewanie. Nie! Nie tędy droga.

Uśmiech wciąż namolnie tkwi przyklejony do ust. – Jeszcze mi ta cała Ikona została, ale też już nieaktualne i to od bodaj roku. No to czym by to zastąpić? Może Uparciuszek? Nie! Nudne więc odpada. Gwiazda Rocka też już mi spowszedniała. – Kolejne westchnienie. Uśmiech zaczyna słabnąć. – No… sama już nie wiem. Hej! Niebiosa i inne Chóry Anielskie! Poproszę o podpowiedź. – Wzrok utkwiony w suficie przez chwilę staje się nieco bezmyślny. – A! No i o to chodziło… Ta propozycja mi się podoba. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. – Uśmiech znów zaczyna drgać na ustach. – Okej, czyli od dzisiaj Gwen zwana Tracy. Ta prawdziwa to zdecydowanie strzelista istota. Nawet pan Złota Rączka za młodu nie był aż taki wysoki, jak ta aktorka. Przy tej Gwen to nawet Tilda wysiada i robi się niska.

Jeszcze przez chwilę pliki są przeglądane. Grzebanie w starociach sprawia dziwaczną przyjemność. – Lepiej sobie poprzypominać o czym się już gryzmoliło, żeby czasem nie zacząć enty raz odgrzewać tej samej kiełbasy, bo kotlety się już skończyły. A to nie takie łatwe. Trzeba będzie postacie nieco silniej ubarwić. Mniej realiów a jeszcze więcej fantasmagorii jakiejś tam odjechanej w kosmos. Ale nadal nic poza wprawkami. Te dłuższe bzdety zostawmy na później. Na dużo, dużo, dużo później… – senne mruknięcie kończy temat. Na zegarze zaczyna błyszczeć 3:38. – Padam na twarz. Kawa musi poczekać do rana. Lubię zimną. – Przez ułamek chwili uśmiech na twarzy staje się nieco cudzy. – Ech, ja i ta moja kameleonowatość. Gabol i ja mamy tę samą cechę. Odruch naśladowania ludzi dla nas ważnych. Nigdy się z tego nie wyrasta, po prostu nigdy…

__________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

____________

Postscriptum czyli link:

Zwrot Akcji

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner