Gdybym była bogata

Pamiętaj! Decydując się na bycie sławną sama sobie kopiesz grób”.

Mojej kuzynce czasami udaje się bardzo celnie w jednym zdaniu zamknąć określony temat. Dalsza dyskusja w podobnych momentach traci sens. Bo o czym tu jeszcze mówić, że niby co? Jak odwrócić czas? Jak naprawić bądź nadać nowe znaczenie sprawom, które z poziomu fikcji literackiej przeistoczyły się w fakty jak najbardziej dokonane? To nie jest już możliwe. Po prostu nierealne.

Moje sławetne motto: Jeśli powiedziało się A, trzeba znaleźć w sobie siłę, aby dopowiedzieć B. I nie jest już ważne, że pierwsze słowo padło ileś tam lat wcześniej. Nieistotne również, że kolejne nieco później, a po nim jakieś tam następne inne parę zdań. Ostatecznie i tak przychodzi bodaj na dobre wstać z krzesła, zejść z poziomu widowni i z nieprzesadnie wysoko uniesionym czołem ostatecznie wejść na scenę. Jednym słowem trzeba w sobie znaleźć siłę i pokazać, że naprawdę ma się jaja.

Kiedy bowiem do głównego nurtu zaczynają dołączać wątki poboczne cała saga lub inna opera mydlana staje się tasiemcem niemożliwym już do zatrzymania. Widzowie czekają na gwałtowne zwroty akcji. Obstawiają zakłady. Jedząc śniadanie włączają telewizor i śledzą poczynania swoich ulubionych postaci.

– Stara, ty to taka Alexis będziesz niedługo. Po wielu latach wraca i nagle zaczyna występować w reklamach Snickersa. Z tobą będzie tak samo – Gabi wali bez zastanowienia. Ona tak już ma. Jeśli skupiona jest w danej chwili na czymś kompletnie innym potrafi chyba całkowicie odruchowo przygrzmocić komuś – w tym wypadku mi – celnymi aluzjami bądź uwagami.

– To prawda. Święta prawda – tylko tyle mogę powiedzieć w ramach fikcyjnego dialogu. Bo tak naprawdę w danej chwili ja już nie próbuję konwersować, ja jedynie zastanawiam się nad świętym – i co dalej?

– Nie masz wyboru. Podobno jesteś odważna. Skoro w pracy masz swojego własnego Agenta Dołu, który bodaj robi ci marketing, potraktuj to jako dobrą monetę, jako znak z niebios… – Gabi spogląda jakby z ukosa i bez uśmiechu kiwa głową. – To chyba oczywiste, nieprawdaż?

Nieśmiertelne „nieprawdaż”. Mój ulubiony refren bądź tzw. przecinek. Urocza partykuła. Cudowny zamiennik „czyż nie” równie często przeze mnie używanego. Pokochane przeze mnie za sprawą wiecznego zakuwania języka angielskiego – isn’t it?

Słowo się rzekło, kobyłka u płota – to powiedzenie również uwielbiam. Jak w Skrzypku na Dachu, tyle tylko że tam Tewje mleczarz ostatecznie pozwolił najstarszej córce wyjść za mąż na biednego początkującego krawca, a nie za bogatego rzeźnika. W moim przypadku jednak to niemożliwe. Ja nie mam córki.

Dlatego niczym pani reklamująca podpaski mogę powiedzieć tylko: – Oto z pewną dozą nieśmiałości przedstawiam Państwu…  – aktorska pauza – moje Źródło Inspiracji – kolejna przerwa na oddech – oto sławna Królowa Śniegu… – i nagle zaczyna płynąć muzyka jako podkład, a zaraz potem na ekranie pojawiają się obrazy.  Jedno wielkie The Show  Must Go On. 

I to właśnie czynię. Królowa Śniegu we własnej osobie.

A za tło muzyczne tego wstępu niech posłuży nam tym razem fragment ze Skrzypka Na Dachu.  Bardzo znany i przez wielu lubiany musical. U Tewjego wszystkie elementy codzienności nosiły w sobie znamiona ostrych “zwrotów akcji”, z czym się na chwilę obecną na wiele sposobów utożsamiam.

__________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner