Dreszcz emocji

Luis Royo

Przygotowywanie czytelników do tzw. ostrego zwrotu akcji zajmuje trochę czasu. Szczególnie jeśli ów zwrot akcji niewiele zmieni. Nic poza postawieniem kropki na końcu zdania, które dawno temu już zostało napisane. Ot, zwyczajne przeskoczenie z poziomu symboliki, oraz silenia się na tworzenie nie do końca jasnych przypowieści, na poziom dosłowności opisu.

To trochę zajmie – pojawia się natrętna myśl. Zrobić to w odcinkach, czy upchać w jednym rzucie? Nie wiem co lepsze. W sumie śniło mi się… – co i raz pada osobisty wewnętrzny żart, tzw. autosatyra. Już pojechać z nazwiskami, czy jeszcze poczekać? Dalej kumulować napięcie w tym kryminale, czy już na dobre odpuścić sobie? Co lepsze, no co lepsze? Oczywista oczywistość czy raczej ociupinka zabawnej poetyki? Czort jeden wie, które z rozwiązań ma większy sens.

W pracy ciężko. Kolega „dobra dusza” puścił ploteczkę. Co prawda życzliwych dusz nie zbrakło, ale nawału energii również. Splot słoneczny zaczął wyć wniebogłosy, czy też nieco prościej to wyrażając, ból na wysokości mostka przez blisko osiem godzin nasilał się w stopniu trudnym do zniesienia. Szczęśliwie życzliwe jaskółki czy inne sowy przyniosły wieść kto stanowi nadajnik owej energii.

Jak przetrwać takie chwile? Zwykle to pytanie dokucza mi najsilniej. Jak najskuteczniej sprowokować daną osobę, żeby ostatecznie wykrztusiła z siebie prawdę, która rozsadza ją od środka, uroczy „wprost”, że jest „zainteresowana”? Nie mam pojęcia. Tzn. nie znam sposobu na inicjowanie w miarę sensownego dialogu z kobietami. Dziwna odmiana człowieka. Naprawdę dziwna. Faceci są jacyś tacy bardziej dosłowni. Kobiety to… kobiety.

Wzdycha się. Łyka tabletki przeciwbólowe i rusza w dalszą drogę ku „lepszemu jutru nas wszystkich”. Jeszcze dwa dni pracy i następne dziesięć urlopu. Ikea była. Swoje zrobiła. Kolejny raz ma przyjechać za tydzień. Czyli czas remontu rzeczywiście ostatecznie właśnie dobiega końca. Robienie porządków we własnej głowie – czy nawet podświadomości – również. Nareszcie przyjdzie czas na uwolnienie się od niepotrzebnych refrenów, owego natrętnego powracania do już mało istotnych wątków.

Ale póki co zakurzone litery wciąż wiszą niedopisane do końca. Brak czasu na zabawę w klecenie zdań swoje robi. Do tego jeszcze wschodnia granica kraju nawołuje, żeby okolice przejścia granicznego w Terespolu ponownie odwiedzić. A tu mało czasu na przygotowania. Oj, mało…

_______________________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner