Z Tobą lub bez Ciebie

way

 

Babcia Marysia lubiła herbatę miętową. Co prawda lekarz powiedział, że nadmiar tego płynu bardzo obciąża nerki, w których lubią się przez to odkładać kamienie, ale mimo wszystko nie umiała sobie odmówić aromatu i cudownie świeżego smaku tego naparu. Dlatego jak co wieczór przygotowała dzbanek pełen gorącej, zaparzonej mięty, takiej prawdziwej, ogrodowej. Chciała nacieszyć się tym smakiem jeszcze przed snem.

Za oknem było już ciemno, ale na elektrycznym zegarze na czerwono świeciła dopiero 17:30. – Adaś pewnie zaraz wyjdzie z domu – babcia pomyślała zerkając na zegar. – Dziś niedziela, to pewnie pójdzie na siłownię. W tygodniu nie zawsze ma na to czas. Zalatany, jak każdy chłopak w jego wieku. – Babcia uśmiechnęła się do własnych myśli. – Jest bardzo podobny do swojego dziadka. Franciszek też lubił ruch. Kiedy już nie mógł uprawiać żadnego sportu, to chociaż chodził na długie spacery. Próbował nas wszystkich też do tego namawiać, ale każdy z nas wymawiał się zmęczeniem, a on to nazywał po prostu leniem. Nie chce wam się i tyle. Tak mówił.

Babcia westchnęła i postawiła na tacy dzbanek z herbatą. Na talerzyku obok położyła kilka plasterków cytryny. Mięta bardzo dobrze smakowała złamana odrobiną cytrynowej cierpkości. Tuż obok postawiła też swoją ulubioną filiżankę. Uniosła tacę i ruszyła w stronę własnego pokoju. Nie lubiła przesiadywać w salonie. Wolała mini bibliotekę. Tak nazywała pokój Franciszka. Było tam niewielkie biureczko i fotel, a na półkach rzeczywiście sporo książek. To był ciemny pokój, bo gałęzie drzew rosnących pod oknami całkowicie przesłaniały niebo. Nawet późną jesienią i zimą pokój wydawał się być mroczny i nieco tajemniczy. Głównie dlatego mile się kojarzył babci Marysi. Półmrok równał się ze spokojem i pewnego rodzaju ucieczką od świata zewnętrznego.

Spać babcia kładła się w swojej starej sypialni. A w ponad dwudziestometrowym salonie jedynie przyjmowała gości, rzadko siadała tam sama. Telewizor miała u siebie w sypialni przy łóżku. Jednak rzadko go włączała. Wolała dużo czytać i słuchać radia. Od dawien dawna najbardziej lubiła audycje Programu Trzeciego Polskiego Radia. Dobrze znała głosy tamtejszych redaktorów. Lubiła muzykę przez nich puszczaną i programy publicystyczne, które serwowali wieczorami.

Ale ze wszystkiego największą przyjemność sprawiało jej czytanie. Mimo słabszego niż dawniej wzroku nie odmawiała sobie chłonięcia coraz to nowszych historii. Różne opowiadania jej się podobały. Nie miała ulubionego stylu. Od publicystyki, poprzez romansidła, kryminały i biografie, aż po historyczne wywody mądrych ludzi. Co jej wpadło w ręce, tym potrafiła bombardować własną głowę. Ot, przyjemność dla samej przyjemności.

Wnuk odziedziczył to po niej. Też pochłaniał sporo liter pisanych. On mieszkał w czwartym pokoju, prawie tak dużym, jak salon. W przeszło stumetrowym mieszkaniu oboje mogli sobie swobodnie nie wchodzić w drogę. On miał swoje życie, ona swój literacki świat. On jadał głównie na mieście i w biegu, ona kucharzyła w niewielkim stopniu i tylko dla siebie. On wiecznie zapracowany programista przesiadywał przy komputerze, ona zamykała drzwi od swojego ulubionego pokoju i zatapiała się w całym morzu mądrych słów. Dzięki temu oboje żyli w pełnej symbiozie.

2b

Od śmierci Franciszka, dziadka Adama, minęło już dwa lata. Babcia Marysia z czasem pogodziła się ze swoistą samotnością. Rodzice Adama nie żyli już od bardzo wielu lat. Mama odeszła kilkanaście lat temu na raka trzustki, a ojciec zginął w wypadku, kiedy Adaś miał pięć lat. Chłopak przywykł do bycia jedynie wnukiem. Trzydzieści trzy lata stuknęły mu już pół roku temu. Babcia uśmiechnęła się do własnych myśli. To był uparty kawaler. Kobiety go lubiły, ale on nie zawsze, czy nawet rzadko, odwzajemniał ich zainteresowanie. W jego życiu liczenie dziwacznych słupków, jak babcia lubiła nazywać ciągi znaków wypisywanych przez niego na komputerze, cieszyło go najbardziej. Za imprezowaniem nigdy nie przepadał, choć oczywiście nie unikał kontaktów z rówieśnikami.

Babcia lubiła w duchu żartować i często o tym mówiła do dziadka, że Adaś czeka na tę jedyną, na wymarzoną panią serca. Nigdy nie powiedział jakie dziewczyny podobają mu się najbardziej, ale po tym, z kim się Adaś najczęściej spotykał, babcia wnioskowała, że sam mając przeszło metr osiemdziesiąt gustował w wysokich kobietach. Raz nawet, kiedy na rauszu, zdarzyło mu się bąknąć, że nie ma nic piękniejszego u kobiety, jak długie zgrabne nogi, babcia uznała, że marzy mu się modelka albo kobieta kochająca sport. On sam wiecznie biegał lub ćwiczył. Pewnie chciał, aby ukochana dziewczyna mogła mu towarzyszyć częściej, niż tylko przy obiedzie i pod pierzyną.

Z pokoju Adasia zaczęły dochodzić do babci dźwięki przekładanych pudeł i zatrzaskiwanych drzwiczek od szafki. – Czegoś szuka – babcia pomyślała – pewnie odpowiedniego stroju na siłownię. Ma kilka ulubionych koszulek.

W tym samym momencie dał się słyszeć dźwięk telefonu Adasia. Chłopak jeszcze głośniej zaczął stukać przekładanymi rzeczami. – Ech, ten mój bałaganiarz. – Babcia westchnęła. – Pewnie nie może znaleźć telefonu. – I rzeczywiście długą chwilę trwało, zanim chłopak powiedział halo. Mówiąc to równocześnie otworzył drzwi od swojego pokoju i wyszedł na korytarz.

– Tak, Misiek, słucham cię uważnie.

Babcia westchnęła. Odłożyła tacę na blat kuchennego stołu i powstrzymała się od wyjścia na korytarz. – Poczekam aż się wyszykuje do końca i wyjdzie. – Pomyślała. – Lepiej nie będę mu teraz wchodzić w drogę. Ma rozzłoszczony głos. W takich sytuacjach nie warto mu przeszkadzać.

– Owszem, Michał, dobrze zrozumiałem o czym i o kim do mnie mówisz. Ale czego dokładnie się po mnie spodziewasz w związku z tym? Żebym co? Żebym nagle udał, że żadne nieporozumienie nie zaistniało? Nie kumam. Mówimy o nastolatkach, czy o dorosłych kobietach? Bo zdaje się, że czegoś tu nie łapię.

Adam wrócił do swojego pokoju i znowu czegoś w pośpiechu zaczął szukać. Babcia nadal stała w kuchni. Przez chwilę zawahała się, czy czasem nie wykorzystać tego momentu, żeby przemknąć przez korytarz i móc schować się w swojej ulubione kryjówce, ale ostatecznie zrezygnowała. Po chwili Adam znowu pojawił się w przedpokoju.

– Słuchaj stary, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie bywam na tym waszym fejsie. Nie zaglądam od dobrych kilku tygodni na żadne fanpage’e, ani prywatne profile. Nie interesuje mnie, co tam twoje koleżanki zamieszczają. Nie wnikam w to, co, kiedy, z kim i ile razy robią lub czego nie robią. Jak dla mnie to przeszło w zbyt daleko posuniętą dziecinadę, żeby mi się chciało kontynuować ten ich cały cyrk. Jeśli twoja dziewczyna chciałaby wyswatać mnie jeszcze raz ze swoją przyjaciółką, to powiedz jej, że tą drogą już niczego nie zdziała. Zero negocjacji. Albo wasza znajoma zbierze się na odwagę i sama zainicjuje dialog, albo tyle mnie widzieli. Ile razy mam ci to powtórzyć? No ile?

2c

Babcia przyglądała się wnukowi. Adam stał na środku przedpokoju z telefonem przy uchu i patrząc gdzieś daleko przed siebie sprawiał wrażenie coraz silniej rozzłoszczonego. Widać było, że rozmowa zaczyna go niemal mierzić. Babcia nie do końca rozumiała o czym była mowa, czy też o kim i z kim Adam rozmawiał, ale czuła, że ta pogawędka nie potrwa zaledwie kilku minut. Westchnęła bezgłośnie. Niby mogłaby już przejść do swojego pokoju, ale dziwna ciekawość zaczynała brać nad babcią górę. – Poczekam jeszcze chwilę. – Pomyślała i uśmiechnęła się sama do siebie. – Chyba coraz mniej o Adasiu wiem. Zbyt mało…

– Nie! Facet, nie próbuj mi wciskać kitów. Nie mamy po piętnaście lat, żebyś mi teraz prawił o nieśmiałości i zażenowaniu u laski, która ma sporo więcej niż dwadzieścia lat. Ja rozumiem, że nastolatki odstawiają taki pokaz fajerwerków, ale nie kobieta, która mogłaby już być matką co najmniej kilkorga dzieci. – Adam zacisnął usta. Widać było, że niechętnie słucha swojego kolegi. Coraz silniejsze poirytowanie malowało się na jego twarzy. Głowę miał pochyloną. Jedną ze stóp odruchowo zdawał się dźgać torbę przygotowaną do zabrania na siłownię. – Misiek, nie pierdol, proszę cię. Argument, że wasza koleżanka jest nieśmiała, że to, sro, owo, dziesiąte, do mnie nie trafia. I nie zygaj mi po oczach wypominaniem moich dawniejszych wyczynów związanych z tą znajomością. Uwierz mi, stary, to się już więcej nie powtórzy. Owe, jak żeś to nazwał? Czekaj. A tak. Amory. No więc owe amory oficjalnie dobiegają właśnie końca. Jeden wielki amen w pacierzu, znasz to powiedzenie?

Adam znowu przerwał. Nadal dźgał stopą własną torbę. Nie patrzył w stronę babci. Rękę, którą miał wolną, zaciskał w pięść. Ciemne włosy, od dawna wymagające podcięcia i wyrównania, opadały mu na czoło zakrywając część twarzy. Mimo to widać było, że ma spięte rysy twarzy. Rozmowa zdecydowanie sprawia mu przykrość.

– Facet, rób co chcesz. Ja mam spory projekt do odfajkowania, więc nie mam czasu na takie głupie gadki. Idę poćwiczyć. Zechcesz, to dołączysz i wtedy na spokojnie pogadamy. Nie chcesz, to wracaj do Aśki i powiedz jej, że kiepska z ciebie swatka. I proszę przekaż jej też, że nawet jeśli jej kumpela całe ody nie tylko do młodości będzie zamieszczała na sieci, ja tego nie zobaczę. – Adam na chwilę przerwał. Babcia słyszała, że jego kolega zaczyna coraz głośniej mówić. – Nie! – Adam prawie krzyknął. – Nie będę się bawił w podchody. Nie ważne co czułem i o czym mówiłem, i ile razy. To nieaktualne! Czy rozumiesz o czym do ciebie mówię?! – Adam bardzo głośno wypowiedział ostatnie słowa. – Niech się laska nauczy naprawiać własne błędy lub chociaż się do nich przyznawać. Niekoniecznie publicznie. Wystarczy, że do mnie powie lub napisze sorry. Należy mi się to! Odwaliła kaszanę, no to niech ją teraz po sobie posprząta. – Ostatnie słowo Adam niemal wysyczał. – To by było na tyle. – Przez chwilę jeszcze Adam słuchał swojego kolegi, by na koniec rzucić krótkie – cześć – i rozłączyć się.

– Fuck. Fuck. Fuck. – Mruknął chowając telefon do kieszeni. W tym samym momencie zobaczył, że babcia stoi zaledwie kilka kroków od niego i słyszy każde, z wypowiadanych przez niego słów. Jakby odruchowo uśmiechnął się i z pewnego rodzaju zażenowaniem odgarnął włosy z czoła.

– Słyszałaś to wszystko? – spytał cicho. Babcia skinęła głową. – Przepraszam. Nie chciałem ci przeszkadzać. Kumpel mnie zaskoczył.

– Nieszczęśliwa miłość? – babcia uśmiechnęła się łagodnie.

– Coś w tym guście – Adam odpowiedział podobnym uśmiechem.

– Ale wybaczysz tej dziewczynie, jeśli obieca poprawę? – babcia z trudem powstrzymywała się od zbyt wymownego uśmiechu. – Ile właściwie ona ma lat?

– Dużo, babciu. Naprawdę dużo. Ale… – westchnął. Przez chwilę wahał się, aż wreszcie dodał. – Gdybym nie był taki za… – znów się zawahał, jakby szukał zastępczego słowa – zakręcony – poprawił się – to dawno zapomniałbym o tej jednej wielkiej farsie. No… żeby dorosła baba zachowywała się jak nastolatka… no, po prostu ręce opadają. – Westchnął.

2d

W tym samym momencie jego telefon znowu zaczął dzwonić. Adam aż warknął. – Czego znowu… – syknął wydobywając telefon z kieszeni. – O! – mruknął odruchowo, jakby zdziwiony tym, kto do niego dzwoni, i szybko odebrał. – Cześć Marzenko. – Powiedział, jakby nieco roztargnionym tonem głosu. Tym samym wydał się babci jakby nieco onieśmielony. – Oczywiście, że się cieszę, że cię słyszę. – Odruchowo podniósł wolną rękę i jakby w wyrazie zażenowania zaczął nią mierzwić swoje włosy z tyłu głowy. – Jak najbardziej pamiętam o naszym spotkaniu. – Uśmiechnął się jakby sam do siebie. – Wiem. Ob.iecałem, że w tym tygodniu. Ale we wtorek nie mogę. Mam spotkanie do dwudziestej. Nie ma sensu, żebym tak późno jechał na drugi koniec miasta. Nawet byśmy nie zdążyli pogadać, a już musiałbym wychodzić. – Znowu zamilkł. Przez chwilę słuchał rozmówczyni. – Bardzo mi miło, że tak mówisz, ale chyba jeszcze trochę za wcześnie, żebym został na noc. Nie sądzisz? – Jakby nieco nerwowo zaczął się śmiać. – Ale dziękuję za tyle pochlebstw. – Znów chwilę słuchał głosu płynącego z drugiej strony słuchawki. – Oki, dam znać, jak już będę wiedział na pewno. A jakby co mam wolny cały przyszły weekend. Także jeśli będziesz chciała… – znowu przerwał na krótki moment. – Dobrze. Niech i tak będzie. To się zgadamy co do godziny. – Babcia widziała, jak Adam słuchając dziewczyny bezgłośnie przeklina. – Jasne. – Coraz silniej zaczynał się krzywić w wyrazie niemej złości. – Oczywiście. Czyli jesteśmy umówieni. To do zobaczyska. – Odrobinę sztucznie się uśmiechnął. – No to pa. – Wyłączył telefon.

Z zaciśniętymi ustami spojrzał na babcię. – I masz tu babo placek. – Mruknął z rezygnacją.

– Randka? – babcia cicho spytała.

– Ano randka. – Adaś warknął.

– Niechciana randka? – babcia upewniła się.

– Nieplanowana randka. – Adaś odburknął. – Idę. Muszę to wszystko z siebie wypocić. – Westchnął z rezygnacją. – Wrócę już nocą, więc zamknij drzwi też na górny zamek. Mam oba klucze, więc bez problemu wejdę. Obiecuję, że nie będę hałasować. – Uśmiechnął się. Buty już miał na nogach, więc tylko założył kurtkę. Sięgnął po torbę i przerzuciwszy ją sobie przez ramię otworzył drzwi na klatkę schodową. Zapalił tam światło i zamknął za sobą drzwi od mieszkania. Po chwili dało się słyszeć dźwięk klucza przekręcanego w zamku i zaraz później kroki na schodach.

Babcia westchnęła. – To naprawdę dobry chłopak. – Pomyślała. – On nie zasłużył sobie na takie gnębienie. A te jego znajome potrafią być takie bezmyślnie okrutne. Faceci przecież inaczej rozumują… niż my, kobiety. Kiedy ja byłam młoda, dziewczyny trochę inaczej do tego wszystkiego podchodziły. Ale… wtedy nie było jeszcze internetu. – Babcia zaśmiała się bezgłośnie. – Wtedy bardzo wiele rzeczy jeszcze nie było. A na pewno aż takiej emancypacji i… – babcia zawahała się – jak oni to teraz nazywają? – chwilę myślała. – A! Tak. Bycia singielką. Cokolwiek to tak naprawdę oznacza, bo wg mnie samotne kobiety to nadal po prostu stare panny i tyle.

Babcia, jakby w wyrazie rozeźlenia, energicznym ruchem podniosła tacę i ruszyła w stronę swojego ulubionego pokoju. Kiedy już postawiła ją na stoliku, mruknęła jeszcze pod nosem. – Ten chłopak naprawdę nie zasłużył sobie na takie traktowanie. No, po prostu nie zasłużył sobie…

_________________________________________________________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner