Łzy

Kot_2

Rozdzierający krzyk. Dziki skowyt, a zaraz potem głośny szloch. Niekończący się lament…

Ból. Czym tak naprawdę jest ból? Czy tylko uszkodzenia fizyczne można włożyć do szuflady o tej nazwie? A co z psychiką? Co z rozpaczą? Co z żalem i poczuciem niewyobrażalnej straty? Jak takie uczucia określić?

Konował. Nielubiane słowo. Zwykle odnoszone do lekarzy. A co z weterynarzami? Jak takich partaczy nazwać? Mordercami? Rzeźnikami? Głupcami? No jak?

Intuicja budzi. Dom dziwacznie wieje pustkami. Cisza niepokoi. Wychodzi się z sypialni. Jakoś tak odruchowo. Nie bardzo wie się po co. Ot, za potrzebą lub po kawę. Wzrok pada na podłogę. Ukochana istotka leży wyciągnięta na parkiecie. Od niepamiętnych czasów ukochany kocur to lubi. Widać dębowy parkiet wiecznie wydaje się mu przyjemnie ciepły.

Nagle szósty zmysł zaczyna wołać w niebogłosy. Spojrzenie na chwilę zamiera, błąka się wzdłuż błyszczącej sierści ukochanego kocura. Ostatecznie wzrok zatrzymuje się na oczach. Są dziwnie otwarte. Powoli ręka zaczyna sunąć w stronę głowy ukochanej istoty. Zwierzę ani drgnie. Palce zatrzymują się na sierści ukochanego futrzaka. Nagły dreszcz spływa po plecach. Ukochane zwierzę jest lodowato zimne, sztywne…

Krzyk. Bardzo głośny wrzask. Pierwsza w życiu prawdziwa rozpacz. Nie kłamana. Nie ukryta. Nie zablokowana. Pełna świeżych, prawdziwych łez. Dech zamiera w płucach. Na usta ciśnie się ciągle to samo przeraźliwie bolesne pytanie – DLACZEGO?!? Miał przecież dopiero 10 lat. Na kociaka to wcale nie tak dużo… DLACZEGO?!?

Szybkie ruchy. Delikatne ułożenie małego ciałka na kocyku. Opatulenie go. Schowanie do specjalnej torby. Ucieczka z domu, żeby syn nie zobaczył swojego pupila w takim stanie. Samo powiedzenie mu prawdy musi wystarczyć. Nic ponad to. Bonifacy był jego najukochańszą istotą.

Kot

Łzy na szybko wytarte rękawem. Pakunek zabrany. Drzwi zamknięte na ostatni skobel. Zupełnie inny weterynarz ma gabinet kawałek dalej. „Utylizacja szczątków” – tak to teraz nazywają. Nie da rady pochować zwierzaka we własnym ogródku, bo jeszcze sąsiedzi wezwą straż i oberwie się mandatem. To nie Ameryka. To Polska.

Potem urocza podróż do pracy. Nieudolne hamowanie smutku. Łzy nadal atakują oczy.

Klienci pytają:

– Co pani dzisiaj taka nie w sosie?

Nie ma się ochoty im odpowiadać. Ale odruch bierze górę. Autosatyra nie odpuszcza nawet w takich chwilach:

 – A! jakoś tak. Mąż mnie ostatnio rzucił.

Klienci śmieją sią. Nie wierzą. Biorą to za żarty. Podpytują dalej.

– No jak to tak. Panią? To niemożliwe.

– Znalazł sobie młodszą – kłamstwo goni za kłamstwem.

– Z pani to figlara. – Klienci płacą i roześmiani ruszają w swoją stronę.

Mija przeklęte osiem godzin. Wychodzi się na prawie świeże powietrze. Wspomnienia w jednej chwili dopadają. Łzy znowu zaczynają płynąć, tym razem już nie hamowane. Bez ostrzeżenia dopadają stare żale. Nagle jakby nie proszone wypełzają spod starego dywanu głęboko tam zamiatane najboleśniejsze wspomnienia. Jeden smutek przywołuje ten inny, przez lata bardzo głęboko tłumiony. Ten, który legł u podstaw tak długiego bycia żoną męża.

Żal, czym tak naprawdę jest? Ból, czy musi nosić jedynie znamiona uszkodzeń fizycznych? Po jakim czasie tak naprawdę mija? Niechęć do innych, czy też już na zawsze pozostanie niemal wmurowana w podświadomość? Strach przed napiętnowaniem… czy kiedykolwiek straci rację bytu?

Żałoba. Okropne uczucie, które lubi bardzo długo dokuczać. Ból po stracie nie tylko ukochanego pupila, ale czegoś, czego nie da się uleczyć  – ot, tak po prostu.

____________________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner