Biegaczka

Biegaczka

Jeden z wielu dni życia. Nic ważnego. Banalne sprawy płyną z wiatrem, żeby wraz z nim zniknąć z pola widzenia patrzącej. Pewnej Ali nie do końca młodej dziewczyny. Bo oto czwarty krzyżyk głęboko zagląda jej w oczy. Straszy zmianami. Grozi sięgnięciem szczytu młodzieńczej radości, dziewczęcego niezwracania uwagi na banały. Ali o tym wie. Pamięta o czym czytała w mądrych podręcznikach, kiedy jeszcze była nie tylko bardzo młoda, ale również infantylna.

Chęć zabawy. Nie wszyscy wiedzą, bo nie wszyscy doświadczyli tego, co starzy wyjadacze życia nazywają lekkością bytu. Kiedy codzienność jeszcze nie boli, ale na swój własny sposób cieszy. Przyprawia o dreszcz podekscytowania, że gdzieś tam za rogiem może czekać kolejna niespodzianka.

Ta Ali jest  kimś, kto tego wszystkiego nigdy nie doświadczył.

Bliscy chorowali. Ali też chorowała. Nie wszystko rozumiała, o czym ludzie do niej mówią. Nie od razu pojmowała znaczenie cudzych słów. Zagubiona w dziwacznym świecie wielu fantasmagorii zatraciła poczucie kierunku. Walczyła, choć nie wiedziała dokładnie z kim lub czym, o co i dlaczego.

Tak się ta historia zaczęła. Poetyka dnia codziennego głównej bohaterki. Dziewczyna ruszyła szukać samej siebie. Trochę na wzór Alicji w Krainie Czarów przekroczyła próg dzielący to, co według innych realne, z tym, co świat postrzega jako nienormalność. Szukać owego świata zwanego niebanalną codziennością.

Ali dotknęła gładkiej powierzchni własnego wewnętrznego lustra i na wzór matrixowego Neo odkryła, że jest w stanie przejść na drugą stronę, że świat matrixowej rzeczywistości przyzywa ją, że przejście tam prowadzące staje nagle przed nią otworem. Przeszła więc na drugą stronę. Ani razu, ani przed, ani po, się nie zawahała.

***

Lustro

***

– Jak ci na imię? – pierwsze pytanie po cześć, jakie Ali usłyszała od nowej znajomej.

– Alicja – padła odpowiedź – ale nazywają mnie Ali, bo wiedzą, że nie lubię pełnego imienia. Źle mi się kojarzy.

Nowo poznana dziewczyna uśmiechnęła się. Zrobiła to łagodnie. Zupełnie jakby chciała Ali poklepać po ramieniu, dodać jej otuchy.

– A ty? Jak tobie na imię? – Ali również uśmiechnęła się.

Nieznajoma cały czas patrzyła Ali prosto w oczy. Nie sprawiała wrażenia zawstydzonej, czy onieśmielonej, ale raczej ciekawej nowo poznawanej koleżanki. Być może z czasem nawet przyjaciółki.

– Tess. – Dziewczyna nadal uśmiechała się. – Po prostu Tess. To nie zdrobnienie. To nie skrót.

– Bond. – Ali uśmiechnęła się szerzej. – James Joned. – Ali drgnęła pod wpływem z trudem hamowanego śmiechu. – Masz w sobie coś z aktorki. Umiesz imitować innych.

– To prawda. – Dziewczyna też się zaśmiała. – Taka już jestem. Da radę to polubić. – Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej. – Mnie polubić.

***

Chciałoby się rozwinąć ten wątek. Ale w tej opowieści nie ma środka. Brak rozwinięcia. Jest jedynie początek. Nie ma dalszej akcji. Nie ma nic. Nawet zakończenia. Istnieje tylko epilog. Krótki i zdawkowy. Ale jednak epilog.

***

Epilog

***

Dzwonek do drzwi zaskoczył Ali. Nie spodziewała się gości. Oczekiwała jedynie odrobiny świętego spokoju i drobnej dawki ciszy. Ale zanosiło się na to, że irytująca codzienność nie wyjdzie naprzeciw jej potrzebom.

– Cześć – kumpel nie czekał na zaproszenie, tylko wpadł do mieszkania, zaraz po tym, kiedy Ali uchyliła przed nim drzwi. – Musiałem z tym do ciebie przyjść. – Rzucił od niechcenia i rozsiadł się w fotelu. – Marudziłaś ostatnio, więc uznałem, że należy ci się od świata zewnętrznego drobna bura.

Ali wzruszyła ramionami. Nieśpiesznie ruszyła przez pokój w stronę kanapy. Kumpel zamilkł, więc i ona trwała w ciszy. Nie spytała, czy jej kumpel napije się czegoś ciepłego. Wiedziała, że ten przystojny wysoki brunet nienawidzi herbaty, a kawę pije właściwie tylko od czasu do czasu. Zgadła. Jej gość wyjął z plecaka własną wodę i postawił na stoliku obok.

– Nie ciekawi cię co to jest? – uśmiechnął się po swojemu, spokojnie czekając na odpowiedź.

– Zgaduję, że zaraz mi powiesz. – Odburknęła.

– Jakiś czas temu narzekałaś, że śnią ci się osoby, o których na jawie nie zdarza ci się myśleć. Powarkiwałaś, że to cię wkurza i że nie masz zamiaru sprawdzać, co u tych ludzi słychać, że jak czegoś będą od ciebie chcieli, to muszą się sami odezwać. Pofatygować. – Uśmiechnął się nieco szerzej. – Dobrze pamiętam?

Ali wzruszyła ramionami.

– Zrobiłem to za ciebie.

– Niby co? – zdziwiła się.

– Pogrzebałem na Internecie. Możesz więc uznać, że to, co ci się śniło, stanowiło jedynie symbol moich dalszych działań. Zapowiedź nowin, które miałem ci przynieść. – Widać było, że brunet z trudem tłumi śmiech. Wiedziała też, że właśnie serwuje jej dobrze dobraną złośliwość. – I zaraz zaprezentuję ci, co to dokładnie miało być. To coś, co znalazłem dla ciebie.

Patrzyła na niego marszcząc przy tym brwi. Nie lubiła jego uszczypliwości. Zwykle jeśli serwował jej taką wersję samego siebie, nie wróżyło to najlepiej.

– Puszczę ci coś. Znalazłem to nie przez przypadek. Myślę, że da ci to mocno do myślenia. – Chwilę patrzył na Ali. Nadal milczała. – Gotowa? – Ali nieznacznie poruszyła ramionami. – No to puszczam. – Uniósł swojego smartfona do góry, żeby po chwili dotknąć ekranu, położyć telefon na stoliku i z uśmiechem zacząć przyglądać się swojej przyjaciółce.

Zabrzmiała muzyka. Chwilę później radiowy spiker się odezwał. Dźwięcznym głosem zaserwował słuchaczom kilka gładkich słów wstępu, żeby za chwilę przedstawić osobę goszczoną na antenie. Reakcja Ali, jej mina, musiała być specyficzna, bo kumpel z dużym trudem stłumił śmiech. Ramiona jednak mocno mu drżały.

W milczeniu przez dobrych kilkanaście minut oboje słuchali wywiadu. Żadne z nich się nie odzywało, niczego nie komentowało. Na antenie mowa była o rozsądnym podejściu do sportu, o unikaniu przesady i o wielu innych sprawach wiążących się z radością, jaką może nieść ze sobą aktywność fizyczna. Głównie bieganie i wspinaczka. Ostatecznie pan redaktor pożegnał się z goszczoną przez siebie osobą. Jeszcze raz padło nazwisko. Ma koniec zagrała muzyka. Wywiad dobiegł końca.

Przez dobrą chwilę Ali wraz ze swoim przyjacielem milczała. Wreszcie Ali jako pierwsza nie wytrzymała.

– Skąd to wytrzasnąłeś? – spytała stłumionym głosem. Słychać było, że ma zaciśniętą krtań.

– Zrobiło na tobie wrażenie, prawda? – Nie czekał na odpowiedź. – Wiedziałem, że tak będzie. I wiesz co, o czym jeszcze wiedziałem? Otóż… że cię przytka z wrażenia, że z pozoru ciche osoby też potrafią wykazać się bardzo silnie zarysowaną ekspresją.

Ostatnio warknęłaś, że starocie do ciebie wracają. Ten wywiad to rzeczywiście staroć, bo ma dobrych kilka lat, ale na google’u pojawił się jako pierwsze info dotyczące tej osoby. Wystarczyło wpisać imię i nazwisko. Dąsałaś się, że niczego nie będziesz szukać. No to zrobiłem to za ciebie. Uznaj więc, jak już wcześniej powiedziałem, że ten sen stanowił zapowiedź moich internetowych szaleństw. – Kumpel znowu się uśmiechnął, ale już przyjaźnie, bez cienia złośliwości. – Nie przyjmowałaś do wiadomości, że trzeba umieć z każdą obsesją przyhamować, że przesada szkodzi zdrowiu. Myślę, że twoi, jak ty to mówisz… A! bogowie wszelacy właśnie ci takie info zaserwowali.

Kiedy w grudniu się pochorowałaś z przemęczenia, nadal nie chciałaś słuchać, o czym pan doktor do ciebie mówi, że organizm jest wyczerpany, że dlatego masz na ustach non stop opryszczkę, że z tego powodu masz ciągłe skurcze, że mimo regularnego przyjmowania magnezu, potasu i wapnia czasami aż wyjesz z bólu. Rozmowa z tobą na temat przyjęcia sensownej diety bogatej w białko i inne ważne elementy w ogóle nie była możliwa. Nikogo nie słuchałaś. – Na chwilę przerwał. Przyglądał się Ali z sobie właściwym wyrazem twarzy. – Zgaduję jednak, że właśnie trzeźwiejesz na dobre, tak? Mam nadzieję, że ten wywiad, ta osoba i te sformułowania są w stanie przemówić ci do rozsądku, dobrze zgaduję?

Niemal odruchowo po raz setny Ali wzruszyła ramionami. A on nie przerywał.

 – Ja rozumiem, że nienawidzisz sportów grupowych. Wiem, że Zosia Samosia z ciebie, więc na salę gimnastyczną nie zamierzasz wracać. Marszobiegi i jogging tylko w pojedynkę. Otwarta siłownia nie wchodzi w grę. Jedyny dopuszczalny sport uprawiany w tzw. towarzystwie, to wycieczki rowerowe i to tylko z osobami zaprzyjaźnionymi, a i tak bardzo rzadko, bo słabo widzisz i czujesz się niepewnie na tym sprzęcie. Szanuję to. Ale do cholery ciężkiej naucz się wreszcie trzymać jakiejś dyscypliny wewnętrznej, bo inaczej ostatecznie padniesz na twarz.

Ali nie patrzyła mu w oczy. Gapiła się gdzieś w bok. Tamten głos nadal dudnił jej w głowie. Nie pamiętała, że dawnymi czasy tak właśnie brzmiał. W ogóle o wielu rzeczach i sprawach zapomniała. Co więcej, cała masa elementów z przeszłości ją od pewnego czasu zaskakiwała i to elementów nie w pełni łączących się z zachowaniami nowo poznanych osób, ale za sprawą starych długów do spłacenia, nie finansowych długów. Uregulowania dawnych zobowiązań. Niemądrych słownych wyczynów.

– Dobra. Zmykam. – Kumpel podniósł się z fotela. Sięgnął po butelkę z wodą. Odkręcił korek. Wziął kilka łyków i zamknął butelkę. Schował ją do plecaka. Telefon wsunął do kieszeni. – Wieczorem wyślę ci linka, to będziesz mogła sobie tego jeszcze raz posłuchać. Oczywiście jeśli zechcesz. – Patrzył na Ali. Nie uśmiechał się. – Nie musisz mnie odprowadzać do drzwi. Trafię. – Mruknął pod nosem. Chwilę jeszcze przyglądał się swojej przyjaciółce. Ostatecznie ruszył w stronę drzwi.

Ali dźwignęła się i poszła w ślad za nim.

– Zdzwonimy się później, dobrze? – Spytała go przy drzwiach.

– Mam dziś umówioną kolację. Chyba nie wrócę do domu. – Uśmiechnął się po swojemu. – Ale chętnie dam znać jutro, oczywiście jak było i co z tego dalej będzie… – puścił do mnie oko. – Wtedy pogadamy też o twoich refleksjach na temat sportu. – Dało się wyczuć ironię w jego głosie. – Reminiscencje to bodaj twoja specjalność. Inni mogą jedynie cię nieudolnie naśladować. – Patrzył na nią z góry. Duża różnica wzrostu mu na to pozwalała. – Trzymaj się. – Cmoknął Ali w policzek i wyszedł.

Dziewczyna zamknęła drzwi na zasuwkę i wróciła do pokoju. Usiadła w fotelu i przechylając głowę do tyłu zaczęła gapić się w sufit. Złośliwość kumpla była diabelnie celna i na swój sposób bolesna. Ali wiedziała o tym. Czuła to. Kumpel miał rację. Nie każdy od bliskich mu osób jest w stanie przyjmować dobre rady, nie od przyjaciół i lekarzy. Za to zaskoczony przez świat zewnętrzny potrafi nagle przysiąść na swoim własnym wirtualnym pieńku i koniec końców odpowiedzieć na pytanie – dokąd biegnie i z jakiego powodu. Czy też – przed czym tak naprawdę ucieka.

Czasami każdemu zdarza się usłyszeć kilka cudownie mądrych słów płynących z ust samego mistrza Jedi, by i tak puścić je mimo uszu. A czasami wystarczy spotkać kogoś, kogo naprawdę darzy się szacunkiem i choć nie jest to prezes zarządu, czy inna pani dobrze znana na jakiś tam wielkopańskich salonach, pójść w ślad za mniej sławną osobą, dawno poznaną osobą. W ślad za wstępem, za którym nie podążyło rozwinięcie, ani zakończenie.

Mimo wszystko ludzka natura bywa niezbadana.

***

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

__________________________________

  • tekst został napisany i zamieszczony na internecie 20/03/2016 roku w formie prezentu urodzinowego dla Biegaczki.