Apage Satana

Der Teufel, czyli Mister Diabeł

 

diabeł_devil-rohrigPark w angielskim stylu. Masa zieleni. Ścieżki giną pomiędzy gęstymi gałęziami nie tylko krzaków, ale i rozłożystych drzew. Słońce świeci gdzieś wysoko. Drzewa zakrywają jego blask. Półmrok otacza wszystko wokoło. Zamyślona pani mimo wszystko jednak wpatruje się w dywan mrocznej zieleni tworzącej swoistą barierę ponad jej głową. Bezskutecznie szuka światła. Tęskni za olśnieniem. Delikatny szum liści nie przyciąga jej uwagi. Nawet zgrzyt kamieni na ścieżce nie wyrywa jej z zadumy. Pani zdaje się drzemać na jawie. Dopiero skrzypnięcie ławki przywraca tej pani świadomość istnienia realnego świata.

– Dzień dobry – mówi pan, który siedzi obok tej pani. – Sprawia pani wrażenie samotnej.

– To tylko wrażenie – odpowiada pani. Jej twarzy nie znaczy strach, ani zdziwienie, a jedynie niezadowolenie, że ktoś przerywa właśnie przyjemną dla ucha ciszę.

– A jednak coś mi podpowiada, że tęskni pani za ciepłem. Za oddechem. Za szeptem. A tutaj światła i ciepła brak. Na szczęście szept właśnie usiadł obok pani. – Pan się uśmiecha, ale nic poza tym nie robi. Po prostu patrzy tej pani prosto w oczy i trwa.

img916– Za pana ciepłem na pewno nie tęsknię. Ani za uśmiechem. Też nie za brzemieniem głosu pana. Jest mi dobrze i niech tak pozostanie… – pani zawiesza głos, jakby chciała by ukryte słońce dopowiedziało resztę, aby pan po prostu wstał i odszedł.

– Nie mogę tak po prostu pani opuścić, porzucić. Któż, jak nie ja, da pani bezsensowną miłość, kto przygarnie do serca, kto dotknie ustami pani szyi, kto muśnie policzki, kto zatrzyma wargi na pani wargach? – pan nie przestaje szeptać. Jego głos staje się coraz bardziej gardłowy, niemal chrapliwy. Pan pochyla się nieco w stronę pani i zaczyna szeptać. – Przecież właśnie o mnie pani myślała, zanim tu usiadłem.

Pani uśmiecha się. Jej kąciki ust zaczynają drgać, jakby ta pani z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Pan i pani długą chwilę patrzą sobie w oczy. Pani wreszcie przestaje się śmiać. Poważnieje. Z większą uwagą skupia się na rozmowie.

– Długo pan mi się przyglądał? – pyta od niechcenia.

– Dobrych kilkaset uderzeń serca. – Pan nieznacznie przechyla głowę w bok. – Ma pani w sobie to coś. Coś, czego szukam od dawien dawna. Moc pożądania.

– Znaczy co dokładnie? – kąciki ust tej pani znowu zaczynają drgać.

– Miękkość. Wilgotne ciepło. Pastelowy odcień skóry. Przypomina pani pradawny obraz, który kiedyś widziałem w jakiejś galerii, czy innym muzeum. – Pan nie odrywa wzroku od twarzy pani. Jakby nieco bezmyślnie czubkiem języka oblizuje wargi.

król kielichów_Rohrig_Prince_Cups_largeA pan przypomina mi innego pana. Pewnego nieznajomego, jakim się kiedyś stał mój ojciec. Mój niedoszły przyjaciel. – Głos pani wydaje się pozostawać bez wyrazu, ale jej spojrzenie zmienia się całkowicie. Złość, tym zaczyna emanować ta pani. – Nienawidzę panu podobnych.

– O! – pan wzdryga się nieznacznie. – Wypraszam sobie. Ja nie zamierzam odchodzić. Nie porzucę pani. Będę już zawsze blisko. Jak cień. Jak pies. Jak bezsensowna miłość.

– Won – syczy pani przez zęby. – Nie mamy już sobie nic do powiedzenia. – Prycha ta pani niczym groźna kocica. Nagle jakby przeistacza się w panterę szykującą się do skoku. – Nie chcę pana znać – syczy jeszcze groźniej.

– A ja… – pan spokojnie odpowiada – i tak panią poznam bliżej. Jeszcze tu wrócę. Choć nie jestem pewien, czy pani mnie zauważy, czy rozpozna. Bo owego dnia będę miał już inne oczy, inne uczesanie, inny strój. Nawet przedstawię się wtedy nieco inaczej. Mniej z trytona będzie we mnie, za to więcej syreniego śpiewu. Powiem dzień dobry, ale mój głos zabrzmi nieco melodyjniej, bardziej miękko, choć nadal gardłowo. Ciekawe jak wtedy pani odpowie, czy nie zawaha się pani. Czy nie poprosi, żebym dłużej zabawił w okolicy. Kto wie…

img927– Won – pani zdaje się nie słuchać o czym ten pan mówi. – Powiedziałam wynocha.

– Laich des Satans. Tak mnie będą wtedy nazywali – pan uśmiecha się, jakby nieco zalotnie i wciąż lubieżnie. Wolno wstaje. Otrzepuje spodnie. Wygładza marynarkę. Potem przeciągle wzdycha i odchodzi, ani razu już się nie oglądając za siebie.

Pani przez chwilę patrzy w ślad za nim. Wciąż dyszy z wściekłości niemal dławiąc się przy tym. – Diabli cię nadali – fuka iście po kociemu – kto cię tu nasłał ty cholerny agencie dołu. Kto aż tak mocno tęskni…

______________________________________________________________

* Der Teufel – niem. Diabeł

* Tryton – pół człowiek, pół ryba

* Laich des Satans – pomiot szatana

_______________________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner