Dziwaczka

Czas gna na oślep. W zastraszająco szybkim tempie mijają dni. Dziś był jakiś tam poniedziałek, jutro zdarzy się bliżej nieokreślone coś z szybkością światła przeskakujące na środę za rok. Żyć nie umierać – motto chyba wszystkich. No! Może z drobnymi wyjątkami osób tak głęboko zanurzonych w oceanie własnych przeciwności losu, że aż pozostała reszta świata odskakuje od nich niczym od trędowatych.

Kiedy różne osoby przychodzą sobie powróżyć, ich oczekiwania przybierają najprzeróżniejszy kształt lub formę. Najczęściej osoby te na swój własny sposób proszą o podanie im wygranych cyfr w przyszłym Lotto. Nie do końca dosłownie o tym mówią, ale mimo wszystko łudzą się, iż dostaną od tarocistki lub innej wieszczki receptę na własne jutro.

Nie lubię tego „biznesu”. Podziwiam psychologów, którzy we dnie i niemal w nocy muszą słuchać cudzych utyskiwań. Do tego trzeba posiadać talent. Albo tak dalece szukać samego bądź samej siebie, że aż czuje się potrzebę słuchania innych, by móc później analizować najprzeróżniejsze drogi wyjścia z własnego nie wiadomo co.

Ja niestety należę do grupy mądralińskich. Zapewne właśnie z tego powodu obrałam zawód zbawicielki narodów. Wypracowałam mało inteligentny odruch analizowania wszystkiego i wszystkich. To oczywiście zazwyczaj reakcja obronna przed narzucanymi mi przez świat dziwacznymi receptami na życie. Głosząc własne mądrości tworzę wokół siebie szczelny mur z wyspreyowanym na nim napisem wstęp wzbroniony czyli wara mi stąd i pod spodem jeszcze małymi literami walcie się wy wszyscy.

Lubię słuchać innych. Lubię też dostawać po głowie prostymi komunikatami, że na innych onych nie robi wrażenia moje nie do końca hobby, że mają w głębokim poważaniu własny czas przyszły. To daje mi chwilę odsapki. To pozwala mi na budowania w sobie poczucia ulgi, że nareszcie mogę być głupia w tak samo uroczym stopniu co cała reszta tego świata.

Ale odruch to odruch. Kiedy wychwytuję cudze potknięcia, niemal natychmiast budzi się we mnie odruch podania im ręki. Jeśli o czymś wiem, jeśli dane mi jest wychwytywać masę schematów, w których niczym w więzieniu tkwią owe osoby, prawie odruchowo zaczynam szeptać im do ucha, sugerować, że dałoby radę z tym problemem jednak coś zrobić, mimo wszystko jakoś go rozwiązać.

Życie bywa zabawą. Właściwie dokładnie tym jest. To zwyczajna pogrywa jak mawiają ludziska uwielbiający pogrywy RPG lub zabawę w manipulowanie komputerowymi ludzikami. Z tej perspektywy – gracz i jego wirtualna rozgrywka – dla wielu osób staje się możliwe poznawanie schematów, obserwowanie własnych codziennych realiów jakby z zewnątrz. To cenny dar. Cyberprzestrzeń mimo wszystko miewa swój własny wirtualny sens.

Takie myśli niczym fajerwerki bodaj codziennie rozsadzają mój mózg od środka. Taka właśnie jestem. Nawiedzona. I co ważniejsze nie zamierzam się zmienić. Kaczka dziwaczka w innej wersji, bo w nieco bardziej poplątany sposób. Chyba lubię samą siebie właśnie taką jaką aż do śmierci pozostanę i to nawet jeśli dopadnie mnie Alzheimer.

_______________________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner