Zwycięski Walkower

W6_Bulaw_pol_na_polyższe cele. Niedoścignione wzorce. Chęć osiągnięcia pierwszego miejsca w zawodach. Walka o dobre imię. O sławę. O pieniądze. O charyzmę. O bycie niezapomnianym. Do tego zachęca obecna kultura. O tym wołają telewizory i śpiewają radioodbiorniki. Ten refren powtarzają panie w szkołach, o ile pieśń nie płynie po polsku, bo tu w refrenie już niemal od dziesiątek lat, czy nawet wieków, pojawia się ten sam przekaz:

„Daj spokój, bo i tak nie dasz rady. Jesteś gorszy od innych. Zawsze w okowach zaborców lub najeźdźców. Umiesz tylko walczyć. Nie umiesz zwyciężać. Nie potrafisz cieszyć się stałością. Jeśli nie wojujesz, nie czujesz, że żyjesz. Trwanie na szczycie ci nie służy. Zawsze to popsujesz tylko po to, by zyskać impuls do dalszej wojaczki. Nie łudź się, że jeśli wyzwolisz się z jarzma, uda ci się ruszyć dalej. Ot, po prostu dasz się pochwycić w kolejne okowy, byleby tylko odzyskać chęć dalszego działania, by mieć znowu z kim walczyć. Mieć powód do płaczu, do nawoływania innych, żeby sięgnęli po broń, po swoje odziedziczone po dziadach szabelki. Powtarzasz jaki to ty jesteś… polaczkowaty… jak to już nie chcesz być gorszy od całej reszty świata. A tak naprawdę niedaleko ci do niej, do tej reszty świata. Ty już jesteś jak ona i właśnie to cię nudzi. Właśnie to chcesz zmienić. Niekoniecznie iść dalej. Ale rozwalić zamek z klocków, by móc zacząć budować coś nowego. Walczyć o co innego i z kim innym”.

Bukwy_1Jak zaradzić sile tradycji nie tylko rodzinnej i wyrwać się ze schematu, w którym zostało się wychowanym? Jak przetransformować własny sposób postrzegania świata? Jak uwierzyć, że pieśń zwycięstwa nie tylko dla najlepszych bywa odegrana?

Polacy przywykli do zajmowania drugiego i trzeciego miejsca w zawodach. W taki sposób są wychowywani od bardzo wielu lat. Czy nawet od dziesiątek lat. I choć obecnie coraz więcej mistrzów w tej lub innej dziedzinie sportu lub nauki rozsławia własną narodowość, ich rodacy nie wszyscy i nie do końca cieszą się z tego.

Przez zaledwie dwadzieścia lat pomiędzy obiema wojnami światowymi Polacy oddychali głęboko ciesząc się własną prawdziwą polskością. Po kolejnej wojnie doświadczyli zaszczytu odzyskania formalnej wolności, ale tak naprawdę byli zaledwie ziemiami pod zaborem radzieckim.

BukwyBardzo długo, bo przez ponad czterdzieści lat, jak dawniej Polacy zmagali się z naporem fałszu i błędnych założeń, szczególnie tych gospodarczych. Ciągle słyszeli jak bardzo są kiepscy i widzieli to wyjeżdżając na Zachód. Tam, gdzie ludzie cieszyli się wolnością, pełnymi półkami w sklepach i szerokim wyborem wielu kolorów, poza czerwienią naznaczoną sierpem i młotem. W dni świąteczne nie musieli nikomu wręczać, ani dostawać pęków kiwających się na boki czerwonych i białych goździków, przypominających całe wiechcie witek urwanych z wierzb płaczących.

Odwrócona Szóstka Buław to na swój sposób prawdziwy symbol tamtych casów. Wolność była, ale pod sowieckim zaborem. Można było już powiedzieć głośno „jestem Polakiem”, ale nie wolno było wyjeżdżać na zgniły Zachód i nie można było mieć własnego zdania, ani własnego biznesu działającego w szerokim pojęciu. Ot, połowiczne zwycięstwo. Wolni, ale do połowy.

WyprzedazKiedy zgniły Zachód od 1989 roku zaczął wreszcie podbijać polskie serca, kiedy półki sklepowe zaczęły się uginać pod ciężarem niemal wszystkiego i wszędzie, kiedy emigracja zaczęła przypominać grawitację, była więc konieczna i oczywista. Właśnie wtedy Polacy zaczęli szukać swojej ulubionej połowiczności. Swego bycia gorszymi. Swego zajmowania dalszych miejsc w światowych rankingach. Mieli genialne wyniki na poziomie rozwoju gospodarczego, w porównaniu z nadal zgniłym Zachodem, ale wciąż żyli na cudzy rachunek, nadal bez zewnętrznej pomocy nie byliby w stanie sobie poradzić. Nadal więc własne sukcesy zawdzięczali innym. Nadal każdy plus podszyty był gorzką porażką bycia na nowej uwięzi. Tym razem finansowej.

Prawie pół wieku nowej formy okowów, niewygodnych kajdan swoje zrobiło. Zmieniło bowiem mentalność wielu Polaków. Tych, którzy potem wściekali się, że ich wnukowie urodzeni już w zupełnie nowym ustroju stali się zblazowani, że o nic już nie walczą i tylko ekrany komputerów ich cieszą, a nie wspinaczka wysokogórska lub inny sport wyczynowy, czy nawet wychowywanie całej masy kolejnych pociech. Jednym słowem kilka słów – i tak źle, i tak niedobrze. Okowy mierżą, ich brak kojarzy się z lenistwem. Gdzie więc jest pies pogrzebany. Jak obu skrajnościom zaradzić? I czy w ogóle jest to możliwe?

PasjaI tu właśnie na scenę wchodzi odwrócona Szóstka Buław, owe połowiczne zwycięstwo. Kiedy srebrny i brązowy medal wystarczy, bo walka o złoto już nie cieszy. Zbyt silnie takie zmagania kojarzą się z negatywnymi emocjami, z przyglądaniem się, jak cudze spojrzenia zaczynają się zmieniać, jak na twarzach coraz większej liczby ludzi np. dawniej uczuciowo bliskich zwycięscy, owemu złotemu medaliście, zamiast podziwu pojawia się zawiść.

To trochę jak po wygranej w Lotto. Dalecy krewni nagle sobie o nas przypominają. Zaczynają zapraszać na weekend na swoje polskie ranczo. Sugerować rodzaje inwestycji, które mogłyby pomnożyć nasz nagły i niemal filmowy zwrot finansowej akcji. Prawda wokół nas niknie. Za to każdy uśmiech to jedynie kolejna eksplozja fałszu.

Czy tego tak naprawdę chcemy? I nie na polu sportu, gdzie rywalizacja mimo wszystko na nieco czym innym polega. Choć jej finał bywa podobny. Gdyby chcieć się tu skupić jedynie na opisie ludzkich zachowań, tych zachowań, z którymi zwycięski sportowiec musi się później zmagać na kolejnych inauguracjach takich, czy innych plebiscytów, wnioski mogłyby w przykry sposób rozczarować.

Po_swojemuWe własnej codzienności można bowiem przyjąć nieco inne założenie. Można sięgnąć po swoją własną odwróconą Szóstkę Buław. Dajmy na to zmienić dyscyplinę uprawianego sportu. Przyjąć inne wyzwanie, a zawodników, z którymi się rywalizowało przez lata, zostawić na ich własnym polu walki. Niech dalej drą ze sobą koty, ale już bez naszej obecności na ich ringu.

Czasami warto ruszyć ku niemal banalnej radości życia, którą daje uczenie się nowych tematów, poznawanie nowych ludzi. Możliwość patrzenia, że życzliwość nadal istnieje. Bez  noża na gardle budować kolejne księstwo, swoją własną wewnętrzną warownię. I nawet jeśli na poziomie realnym nadal pracujemy w swojej własnej fabryce cudzej zawiści, skupienie się na czymś już kompletnie nie wiążącym się ze źródłem niechcianej energii, wszelkich przykrości.

Na swój sposób chyba Adam Małysz mógłby się tu stać pewnego rodzaju przykładem. I choć kolejnych zwycięstw już nie odnosi, choć medali już nie kolekcjonuje, wydaje się na swój własny sposób szczęśliwy. Nie musi żyć samymi bananami i co chwilę udzielać wywiadów. Nie walczy o byt, bo swego się dorobił, ale dalej pracuje przy użyciu tego, co go cieszy, czyli rywalizacji.

PolskaA my? Ci mniej sławni. Albo rzeczywiście ruszamy w swoje własne nieznane. Zmieniamy dziedzinę, na której się do tej pory skupialiśmy. Pozwalamy naszym dzieciom na większą swobodę. Już nie tak często odbieramy telefony od toksycznych znajomych. Pozwalamy, żeby nowe tematy zyskiwały większy dostęp do naszych głów. Nie przywiązujemy już aż tak wielkiej wagi do tego, co akurat jest modne. A także nie rozpamiętujemy spraw, które nie wrócą.

Co z oczu to i z serca. Co z serca to i z głowy. Kiedy pokój staje się wyczyszczony, ten nasz wewnętrzny salon, nareszcie mamy dokąd zaprosić nowych gości. Możemy pozwolić starym sprawom, aby na dobre od nas odeszły. I nawet jeśli nie wprowadziliśmy w życie naszych dawniejszych założeń, nie oznacza to przegranej. Nawet nie jest to tak naprawdę Walkower. To jedynie higiena psychiczna i chęć życia w atmosferze własnego zadowolenia, własnej psychicznej lekkości.

Sportowy_relaxTo forma swojego własnego postanowienia zmiany dyscypliny sportu, w którym chcielibyśmy odnieść sukces, zdobyć kilka swoich własnych medali. Nawet jeśli nie złotych, czy nawet srebrnych, to jednak medali. Po co czekać na cokolwiek. Ciągła walka może nawet adrenalinoholików koniec końców zmęczyć. A wtedy oczekiwane dawki endorfin przestają dostawać się do naszej krwi. A to już nie to.

Dlatego jeśli Szóstka Buław odwraca się w naszym układzie zapowiadającym przyszłe zdarzenia, nie musi się to wcale łączyć z zapowiedzią przegranej. Tak, to zapowiedź połowicznego zwycięstwa, ale czy aby na pewno ten stan można połączyć znakiem równości z przegraną? Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

I tą myślą pozwolę sobie zakończyć opis tej karty. Bo każdy ma własny sposób na życie. Jedni uwielbiają słyszeć jak tłumy wykrzykują ich imiona. Inni marzą o tym, żeby ich twarze pojawiły się na wielu plakatach porozwieszanych po całej okolicy lub nawet świecie. A jeszcze inni i inne kochają myśl o możliwości chowania się we własnym intymnym kąciku i uciekania przed fleszami aparatów fotograficznych.

Dla każdego coś jemu miłego. Dla jednych złoto, dla innych zwykła miedź bywa równie cenna.

Polak_Maly