Wielobarwna refleksja

 Royo_34Autoekspresja, czym tak naprawdę jest? Czy tylko wykrzykiwaniem kawałków siebie przy użyciu najprzeróżniejszych narzędzi, czy zaledwie sztuką dla sztuki? Ile ma z tym wspólnego sławetny egocentryzm. Jaką rolę w tym odgrywają sweet focie, a jakie urocze selfie. Na ile to durna zabawa, a na ile poszukiwanie kontaktu ze światem.

Telewizor. Grupa ludzi o czymś rozmawia. Jedni się uśmiechają. Inni czynią uwagi. Kilku zachowuje powagę. Sami faceci. Choć nie. Wśród nich jest też kobieta. Niewiele mówi, ale jest. Po chwili dołącza jakaś inna. Pierwsza. Druga. Jeszcze jakaś. Ciągle coś się dzieje. A oni siedzą i siedzą, rozmawiają nieustannie o tym samym czymś. Co człowiek, to inne zdanie. Każdy widzi co innego. Każdy czuje temat po swojemu. Mówi, co chce, aby o nim świat usłyszał.

A widz gapi się ekran telewizora i z rozdziawioną buzią podziwia.

Mijają dni. Potem tygodnie. Miesiące. Równo rok. Widz znowu włącza swoje gadające pudło. Pojawia się wizja wzmacniająca dźwięk płynących zdań. Te same twarze. Te same kolory. Ciągle niezmienione słowa. A jednak…

sweet_focia
fot. Peppe Di Donato

Czas zmienia wszystko. Transformacja, tak to nazywają książki. Ta wewnętrzna, ale ciągle transformacja. Niekończąca się przemiana. Tylko co tak naprawdę ulega przeobrażeniu? Na co patrzą oczy? Na czym skupia się uwaga? Jaki czynnik doświadcza przebudowy? Co się zmienia? Sam film? Jego znaczenie? Uniwersalny przekaz? Czy po prostu z czasem emocje widza? Może po prostu sam temat staje się czymś zwykłym, już nie wiedzą tajemną, swoistą oczywistością zaczerpniętą z życia niemal przodków.

Obieranie kierunku. Czym tak naprawdę jest? Z jakich poszukiwań wynika? Co było pierwsze. Jajko, czy kura? Miłość generowała działanie, czy działanie powołało do życia miłość? Wymiana handlowa. Słowo za słowo. Nawet jeśli głośno nie wypowiadane. Czasami słowa to też uśmiech, drżące kąciki ust, przymrużone oczy. Obrazy w swoim milczeniu potrafią krzyczeć. W niebogłosy wołać o pomoc. O ratunek. O uwolnienie od samotności.

Kłamstwo. Dobrze widoczne w spojrzeniu. W sztucznych gestach. W udawaniu przywódców stada. Gardło krzyczy. Jestem rycerzem. Pokonuję smoki. Żaden potwór mi nie groźny. A oczy? Powieka drga. Tężejące rysy twarzy zakrywają prawdę. Tę nieudolnie wciskaną do szafy, chowaną przed nieprzyjaznym światem, przed szyderczym śmiechem widowni. Pustka mnie otacza. Mówi spojrzenie. Nikt nie rozumie moich słów. Cichy głos szepcze. Przyzwyczajenie otula. Ale moje serce płacze. Ciągle tak samo pociąga nosem. Bo nadziei na zmianę od dawien dawna brak. Smoki już nie cieszą. Nie ma intymnych szeptów. Innego rodzaju podziwu. Tego schowanego pod pierzyną. Ukrytego za parawanem zdarzeń. Niedostępnego dla okrutnej publiczności.

DSC_2866W telewizorze ciągle z tych samych gardeł płyną głosy rozsądku. A w ekran spoglądają te same, jednak już inne oczy. Przemieniony ogląd. Teraz to już nie jest zaledwie widownia. Nie tylko na patrzeniu się skupia. Dziwaczny lęk na dobre gaśnie. Porównanie traci na znaczeniu. Nie ma lepszych i gorszych. Są tylko ci żywi. W żyłach których też płynie krew. Którym nieśmiałość też odbiera moc przemawiania nie zawsze tylko do tłumów. Ośmielone oczy widza patrzą i nareszcie to rozumieją. A więc o tym pokrzykiwały obrazki starych mędrców. Jednak nie kłamały.

Westchnienie. Patrzące oczy nie mogą już tylko stać i czekać.

Wyciągnięta dłoń zaczyna kusząco kiwać palcem w stronę ekranu telewizora. Smutne oczy to widzą. Uśmiechnięte usta milczą. Nie wiedzą, co powiedzieć. Boją się przyznać. Boją się śmiechu widowni. A coraz głośniejszy szept odbija się echem od filmowych pustych ścian. Pamiętaj. Samotność już nie istnieje. Nie wróci. Tylko drzwi wejściowe z hukiem otwórz. Zaproś. Napisz na murze słowo. Jedno. Imienne. Słowo hasło. Jak zawsze tak samo wypowiedziane milczeniem, dźwiękami cudzej melodii. Literami. Obrazem. Muzyką. Zgodnie z zasadami niezmienionej gry. Niech publiczność to widzi, a i tak nie rozpoznaje, nie rozumie.

Tylko publicznie. Tylko na łamach prasowych. Tylko tam, gdzie oficjalnie wejście otwarte bywa o określonych godzinach, jak w muzeum. A mimo to i tak otwarte, bo wirtualne. Gdzie wiszą plakaty. Gdzie oferty krzyczą. Intratne propozycje kuszą. Nie jest tanio, ale za to modnie, na wysokim poziomie. Nie tylko artystycznym. Merytorycznym również.

FB_IMG_1465474348837-COLLAGEWidz wzdycha. W jego życiu dużo nauki czeka do odhaczenia. Sporo spraw czas naprawić, doszkolić. Skoro podstawy wypracowane, pora zabrać się za szlifowanie kolejnego poziomu wtajemniczenia. Telewizyjni mówcy mają rację. Trzeba się uczyć, żeby móc umieć. Zmiana zmianą, ale dalsze szkolenie niezbędne. Sławy i rozgłosu nie będzie, ale przyjemność nastanie. Grunt to umieć naśladować tych, którzy przetarli szlaki całe lata wcześniej.

  Wyrzucanie na śmietnik starych lęków, własnego powątpiewania we wrodzone atuty. To ważny element budowanych zmian. Nauka korzystania z atrybutów. Z umiejętności danych przez naturę. Ostateczne rozpuszczanie przykrych wspomnień. Wyłączenie wewnętrznego radia. Nie słuchania już pradawnych mówców powtarzających wiecznie to samo. Brzydota to twoje drugie ja. Pogódź się z tym. Nic nie umiesz. Niczego nigdy się nie nauczysz. Beze mnie nie przetrwasz. Pogódź się z tym. Nie zasługujesz na uwagę. Nie wierz w treść cudzych spojrzeń, one kłamią, nie mają ci czego pozazdrościć. Zapomnij o przychylności, ona nie istnieje. Drgające kąciki ust, drżący głos. Wydaje ci się, że to widzisz i słyszysz. Na nic nie zasługujesz. Uwagi nie dostaniesz. Nie ciesz się tym, czego nigdy nie było, więc i nie będzie.

Czas wolno płynie. Przynosi nowe doznania. Przywołuje coraz milsze wspomnienia. Nabudowuje przyjemne miażdżące to, co przykre.

Filmowi rozmówcy. Widziane obrazy nareszcie stają się już tylko obrazami, a ludzie ludźmi. Nareszcie można stanąć wśród nich i powiedzieć więcej niż tylko ledwie wykrztuszone dzień dobry. Przyznać rację mądrzejszym. Pachnidło jednak nie pachnie przesadnie kusząco. Racja była po stronie mądrzejszych.

FB_IMG_1466623215740-COLLAGEKażdy ma własne umiejętności. Jedni są świetni w mówieniu obrazami. Inni mają swój własny głośny i niemal rubaszny śmiech oraz bolesną szczerość. Zygają po oczach słowami. Wpuszczają do ciemnego pokoju całe snopy światła. Nie pozwalają przestać myśleć. Wyciągać wniosków. Zastanawiać się nad sobą. Mówić już nie tylko obrazem. Ujawniać tęsknotę za ciepłym dotykiem. Za bliskim szeptem. Za monopolem na uczucie. Na to, co wierne. Co wieczne. Nigdy nie słabnące…