Urywek bez początku i końca

Z konieczności powrót do zdarzeń minionych. Przymus spojrzenia na dawne obrazy dużo świeższym okiem. Możliwość dookreślenia zmian, jakie zaszły przez określony czas. Wszystko to bywa niełatwe. A mimo to warte zachodu.   

Oczywiście można byłoby tu odnieść się do tzw. archetypów. Sięgnąć po Tarota i symbole zawarte na tych właśnie obrazach. Ale czy warto enty raz wymieniać te same karty symbolizujące wewnętrzną transformację, czyli Rydwan, Śmierć, Wieżę, Koło Fortuny, Świat? Czy nie lepiej roboczo poszukać, czy nawet utworzyć swoją własną symbolikę?

W życiu każdego z nas na wiele sposobów dokonują się zmiany, owa transformacja. To proces, który zajmuje pewien czas. W sposób oczywisty nosi to w sobie silne podobieństwo do procesu, jakiemu ulega gąsienica. Jej kokonu i przebudzenia się w postaci motyla. W życiu każdego z nas. W zależności od potrzeb. Ze względu na czynniki zewnętrzne. Za sprawą splotu wypadków. Za każdym razem przyjmuje to inną postać. Przybiera różny kształt.

To, co jednak zawsze pozostaje takie samo, stanowi przyjemną oczywistość, a jest nią zdziwienie. Motyl rozkłada skrzydła, ogląda się za siebie i nagle odkrywa, jak daleką drogę przebył. Uświadamia sobie, że naprawdę był kiedyś gąsienicą. Owszem, nosił w sobie znamiona, pewnego rodzaju zalążek określonych umiejętności, atutów wymagających dookreślenia. Nie był jednak świadomy żadnego z tych elementów, ich mocy i potencjału.