Księżyc

Metafizyka – bardzo modne słowo w dzisiejszych czasach. Każdy oczywiście postrzega ten temat na swój własny sposób. Jedni lubią szydzić z temu podobnych „bajek” podpierając się wynikami badań naukowych. Są tacy, którym wróżenie pomogło w wyjściu na prostą w wielu sprawach, więc chwalą sobie istnienie szóstego zmysłu. Nie brak również i tych neutralnych, którzy nie mają żadnego zdania na ten temat. Jak to się ładnie i bardzo kolokwialnie mawia – wisi im to kalafiorem.   

Idę jednak o zakład, że niemal każdy choć raz w swoim życiu zaliczył dziwną sytuację, kiedy o kimś pomyślał, kimś dawno nie widzianym albo z kim od dawien dawna kontakt był zerwany i nie wiadomo było, czy ta osoba w ogóle jeszcze żyje, a chwilę później ów ktoś dzwoni, mija nas na ulicy albo nasz przyjaciel nagle o tym kimś zaczyna opowiadać. Zdarza, się również, że kupujemy coś, nie do końca rozumiejąc, po co to robimy, ale jakiś dziwny głos szepcze nam do ucha – nie zastanawiaj się, kupuj! – a potem okazuje się, że właśnie naszej przyjaciółce takie coś się popsuło, a w pobliskim sklepie tego już nie było, czy nawet już tego nie produkują, a my kupiliśmy ostatni egzemplarz.

Jednak takie przypadki dają się zwykle wyjaśnić nieświadomością zbiorową. Wszyscy mamy wspólną jedną wielką podświadomość, więc jeden drugiemu przesyła dziwaczne obrazy, które przepływają mentalnie niczym krew tłoczona z żyły do żyły. A skoro transfuzja istnieje, to i ta niewidzialna musi jakoś działać, nieprawdaż?

Zdarza się jednak, że niektórych zdarzeń nie daje się w miarę logicznie wyjaśnić. Najlepszym przykładem czegoś takiego zazwyczaj bywa dryfowanie w bardzo określonym kierunku, z czego przez długi czas nie zdajemy sobie sprawy. Moim ulubionym przykładem czegoś podobnego jest zazwyczaj opowieść o pani, która po maturze nie dostała się na swój ukochany kierunek studiów. Uznała jednak, że szkoda tracić czasu i rozpoczęła naukę na innej uczelni. Tam poznała faceta swojego życia, za którego po kilku latach wyszła za mąż.

Ale! po roku zimowania na nudnym kierunku studiów znowu złożyła papiery na wymarzony wydział i tym razem się dostała. Jednym słowem rok studiowania czegoś mało ciekawego właściwie nie miał zbyt wielkiego sensu, ale za to, czyli „chociaż”, ukochanego spotkała. Gdyby od razu dostała się na kierunek swoich marzeń, przystojnego pana nie zobaczyłaby na żadnej z imprez, bo oba kierunki skrajnie gryzły się ze sobą i studenci obu tych dziedzin na poziomie towarzyskim rzadko miewali ze sobą jakąkolwiek styczność.

Kolejny przykład. Zapewne równie banalny. Pani spóźniła się na pociąg, więc musiała wsiąść do następnego, półtorej godziny później. W tym pociągu poznała pana, który tylko o tej porze zawsze jeździł, bo tak kończył pracę w jednym miejscu i potem – w piątkowe popołudnie – wyruszał w stronę domu rodzinnego. I dalej takie samo love story. Dwie i pół godziny jechali razem. Dobrze im się rozmawiało. Powietrze aż wibrowało. Wymienili się numerami telefonów. Niebawem się zdzwonili i żyją razem po dziś dzień.

Pójdźmy dalej. Też jedno z opowiadań, które lubię, to, kiedy pani zostaje zaproszona przez znajomą do udziału w szkoleniu samoobrony. Sama nie wie po co tam idzie. Chce po prostu poznać trochę więcej nowych ludzi i nauczyć się czegoś sensownego. Nie daj Panie Boże nocą wracać z pracy i zostać zaatakowaną przez seryjnego gwałciciela. Po prostu strach się bać. Idzie więc na takie zajęcia i już pierwszego dnia spotyka miłość swojego życia. Co też… jeszcze nie w pełni przekracza próg sali gimnastycznej, dopiero schodzi po schodach do szatni, a już ma poczucie, że zostaje pochwycona przez czyjś uśmiech, który niemal wszystko w jej życiu w przyszłości ma przewrócić do góry nogami. Banał. Ale jakże fajnie się potem ogląda dobre amerykańskie filmy zbudowane na bazie takich właśnie opowieści… Ot, zwykłe love story, a mimo to aż miło pooglądać lub poczytać.

Jak już wspomniałam – metafizyka – jedno wielkie czary mary. Czasem trudno ów cud natury nazwać. I oczywiście nie musi się ten kontekst splotu wypadków łączyć jedynie z amorami. Ten sam schemat często ma miejsce przy ratowaniu cudzego życia, kupowaniu niezbędnych przedmiotów, unikaniu śmierci, uczeniu się na egzamin tylko kilku tematów i losowaniu ich później na egzaminie. Istne VooDoo i tyle.

To może chwilami przypominać mieszanie się naszego własnego snu ze skrajnie materialną jawą. Oczywiście o ile przed danymi zdarzeniami intuicja cicho szeptała nam do ucha: „Idź. Daj się zaprosić. Nie odmawiaj. Co ci zależy. To nie przypadek. Kup dwie sztuki tego towaru. Co tam, drugi będzie jakby co na zapas. Nie wsiadaj do tego autobusu. Dużo ludzi w środku. Poczekaj na następny”.

Karta Tarota – Księżyc – w pewien sposób ilustruje takie właśnie zjawisko. Mówi o sprawach niemal skrajnie niematerialnych, które jednak niekoniecznie muszą się łączyć z uczuciami lub emocjami. Wszystko, co wirtualne, to właśnie Księżyc. Odbicie słonecznego blasku. Iluzja.

Ale czy na swój własny sposób tymże nie jest Internet? Niby istnieje, niby pokazuje wiele, niby komunikuje nam o faktach dokonanych, a jednocześnie jest niemal skrajnie niematerialny i ulotny w swoim wyrazie. Ciężko w dwóch słowach opisać schemat działania tego dziwacznie wirtualnego świata.

Osiemnasta karta Tarota ilustruje specyficzne elementy naszego życia, całą magię naszej wyobraźni opartej na twardej podstawie własnych przeczuć, odczuć i uczuć. Dzięki istnieniu właśnie tego elementu naszego świata wewnętrznego powstają kolejne dzieła sztuki – muzyka, rzeźba, wiersze, opowieści, obrazy.

Moim ulubionym przykładem twórcy, który najczęściej korzystał z tego rodzaju metody powoływania do życia jego wiekopomnych dzieł, był Beethoven. Potrafił zerwać się w nocy, złapać za przygotowane wcześniej pióro i kartkę papieru i zacząć zapisywać kolejne nuty, przelewać na pięciolinię to, co słyszał śniąc.

Osobiście lata temu poszłam za jego przykładem. Przyjęłam założenie, że napiszę tekst na podstawie tego, co mi się wyśni. Czysty eksperyment. Trwało to kilka nocy pod rząd. Jeden z tych tekstów został nawet bardzo pochwalony. Dotyczyło to Nergala, Dody i Wioletty Willas. To była naprawdę przyjemna zabawa. Co więcej, udało mi się udowodnić samej sobie, że da radę wykorzystać sny do czegoś zupełnie innego, niż predykcja.

Kiedy pytamy o własną przyszłość i jako odpowiedź pojawia się właśnie Księżyc, interpretacja może być różna. Zwykle jednak pojawia się sugestia, że nie wszystko od nas zależy, że np. sen może przynieść odpowiedź albo że drogą mailową przyjdzie powiadomienie dotyczące spraw dla nas ważnych. Może to również oznaczać, że na Internecie znajdziemy odpowiedź na nasze pytanie albo oglądając film dostąpimy objawienia i nagle stanie się dla nas jasne, co powinniśmy zrobić lub czego absolutnie już nie wolno nam robić.

Wiele osób odruchowo może zapytać: Czy karta ta źle wróży, skoro komunikuje o iluzji? Nie, niczego złowrogiego w sobie nie kryje ten symboliczny przekaz. Po prostu jeśli ta karta pojawia się jako odpowiedź na nasze pytanie, np. w kontekście relacyjnym z kimś konkretnym, w najbliższym czasie nasza łączność z tą osobą bardzo się nasili. My będziemy tej osobie przychodzić na myśl, a ów ktoś będzie nas mijał na ulicy niemal co chwilę, bo wszyscy w około będą nam się jawić jako sobowtóry tej osoby.

Czy może więc wynikać z tego przekazu, że love story się dopełni, szef da podwyżkę, nowa szefowa przedłuży z nami umowę, bank przydzieli nam kredyt, ginekolog potwierdzi, że będziemy rodzicami, a syn dostanie co najmniej kilka szóstek jednego dnia? Nie. Księżyc nigdy niczego konkretnego nie zapowiada. Mówi jedynie o przepływie energii i myśli. Jedynym elementem materialnym, który można byłoby do tego symbolu podciągnąć, jest wspomniany już Internet, bo jest na swój sposób nienamacalny, zupełnie jak blask słońca odbijający się od Księżyca.

Kiedy ta karta się odwraca sprawy się komplikują, czyli Tarot pokazuje nam, że jest źle, a może być jeszcze gorzej. Oto na wiele spraw patrzymy przez krzywe zwierciadło. Telepatia nie działa. Metafizyka fiksuje. Zupełnie jak w zepsutym radiu, kolejne stacje się nakładają, słowa zdają się plątać. Sprzeczne informacje utrudniają dookreślenie z czym dokładnie mamy styczność.

Jak sobie radzić z tego typu utrudnieniami? Nijak. Po prostu należy przeczekać. Niestety jednak w przypadku odwróconego Księżyca może on też ilustrować alkoholizm lub innego rodzaju uzależnienie powodowane chęcią uciekania od codzienności. Wszelkie używki dają się pod to podciągnąć. Dlatego karta ta w negatywie nie jest postrzegana dobrze przez żadnego z wróżów i wróżek.

Ale skoro szklanka zawsze może być do połowy pełna, warto tak właśnie do tego tematu podejść. Skoro w układzie pojawiła nam się karta Księżyc, znaczy iż prędzej, czy później dostaniemy maila, sms’a, mms’a, telefon, faks, czy też wspomni na Facebook’u lub Tweeterze o nas ktoś dla nas ważny lub mający jakiś tam wpływ na nasze życie. Czy będą to pochlebne uwagi? O tym powiedzieć nam będą mogły już tylko inne karty, wyciągnięte z talii w ramach szukania odpowiedzi na ściśle określone pytanie. Sam Księżyc to za mało.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner