Dziesiątka Mieczy

Wyczerpanie, tzw. zmęczenie materiału. Wysiłek dużo większy od fizycznego. Kiedy to pada się niemal na twarz, migrena zaczyna dokuczać, koncentracja wysiada, serce łomocze, jak po długim biegu. Człowiek wskakuje do pościeli i jeszcze w czasie lotu ku poduszce szepce bezsilnie: „Nie dam już rady. Co za dużo, to nie zdrowo. Z motyką na słońce… tego właśnie mi się zachciało. Jeden wielki bezsens”. Tak właśnie potrafią dokuczać nam wszystkim emocje. Bez względu na powód rozdrażnienia i tzw. nadpobudliwości, na koniec każdy tak samo ma dość. Jak to Anglicy mawiają – enough is enough – po prostu wystarczy i tyle. 

W kartach symbolem tego rodzaju wyczerpania jest Dziesiątka Mieczy. To trudna karta. Już sama ilustracja wiele mówi. Główny bohater zdarzenia ma powody, żeby się czuć powalonym przez wszystko i wszystkich. Dziesięć ostrzy wbitych w jego plecy trudno nazwać akupunkturą. A skoro to Miecze, więc i odniesienie do intelektu, natłoku myśli i całej plątaniny przypuszczeń, domniemywań i zasięganych pokątnie informacji. Kiedy to ostatecznie i tak do niczego owo zasięganie informacji nie prowadzi.

Oczywiście ilustracja wiele mówi. Choć często powtarza się również, a przynajmniej w pan Wołodyjowski kiedyś to powiedział, że cios zadany w plecy da się jeszcze przeżyć, w serce już nie. Podobnie bywa z życiowymi kłopotami. O coś się staramy. Zmagamy się z przeciwnościami losu. Próbujemy wdrapać się na najwyższy szczyt i nagle spadamy. Z hukiem walimy ciałem o dno kotliny. Kości trzeszczą. Stawy bolą. Mięśnie pieką. Serce pulsuje jak oszalałe. A na koniec jeszcze dowiadujemy się, że proces leczenia zajmie dłuższą chwilę, choć przesilenie choroby właśnie miało już miejsce, więc nie ma się czego bać.

To trochę przypomina stan pooperacyjny. Niby dobrze, bo wszystko się powiodło, a z drugiej strony to dopiero początek prawdziwego powrotu do zdrowia. Przed operacją człowiek snuł całe tysiące scenariuszy, a jak przychodzi co do czego, nie wie co dalej. Ciało płacze wołając o litość. Serce ma dość, więc reaguje arytmią. Szwy pooperacyjne pieką i ciągną. A do tego jeszcze lekarz zaordynował kolejne lekarstwa i nakazał okres kwarantanny. No po prostu żyć, nie umierać – dosłownie i w przenośni.

W takich chwilach, na tym etapie życia, trzeba nauczyć się cierpliwości do samego siebie. Już nie los nam dokucza, nie bliscy zawadzają, nie trudności relacyjne stanowią problem, ale my sami dla siebie staliśmy się właśnie utrudnieniem. A mimo to jakiś duszek kryjący się w głębi naszej prawie podświadomości szepcze, że nie jest źle, a będzie jeszcze lepiej.

Brakuje nam jednak odwagi, aby temu duszkowi zawierzyć i dzięki temu puścić nitki balonów napełnionych helem naszych lęków. Kurczowo trzymamy się więc własnych przekonań lub mitów, tylko po to, żeby móc po pewnej chwili powiedzieć, że na wszelkie utrudnienia, z którymi się spotkaliśmy, na swój sposób byliśmy już przygotowani, że zakaz wstępu do czyjegoś życia lub niezgoda na pełną realizację naszych marzeń nie zaskoczyła nas ani trochę.

Przy każdym zadanym kartom pytaniu, na które w odpowiedzi pojawia się ta karta, widomo, że nic nie zadzieje się nagle. Jeśli postanowiliśmy zmienić coś we własnej codzienności, karta ta sugeruje, że obraliśmy dobry kierunek, ale nie uda nam się osiągnąć celu tak szybko, jak sobie tego winszowaliśmy podejmując ową decyzję sporą chwilę temu. Tak bywa w przypadku nowej pracy. To zdarza się przy rozpoczynaniu nowego projektu. Przy pracy nad własnym wizerunkiem, tak fizycznym, jak i społecznym lub zawodowym. Wszelka transformacja zawiera bowiem w sobie tego rodzaju etap. Sam początek bywa trudny. Szczególnie dobrze to widać w przypadku rozwodników. Pocztą przychodzi wyrok sądu. Ma się papierek w ręku, że jest się wolnym strzelcem, a jednocześnie nie wie się jeszcze czym wypełnić swoją nową rzeczywistość, jak zaradzić natrętnemu poczuciu pustki.

Kiedy zderzamy się z odmową, czyli negacją ze strony osób bliskich, z odrzuceniem po stronie społecznej lub medycznej, jak w przypadku zaawansowanego stadium raka, kiedy to lekarze odmawiają już pomocy w pełnym zakresie własnych możliwości, wtedy wola walki pozostaje już tylko w naszym władaniu. To od nas zależy ile zechcemy osiągnąć i w jakim stopniu sobie oraz innym udowodnić, że nawet w obliczu odrzucenia i niechęci jesteśmy zdolni ułożyć sobie życie na nowo lub rozpocząć całkiem nową karierę zawodową, czy też wejść do skrajnie różnej grupy społecznej, od tej, do której przywykliśmy wcześniej.

Ta karta pokazuje ciężar takich zmian. Pewnego rodzaju okaleczenie naszej własnej psychiki. Pozwala nam zrozumieć, jakie blokady właśnie przełamujemy w sobie. To bardzo silny symbol przemiany. To również sugestia, że dryfuje się w dobrym kierunku, że uzdrowienie nie tylko ma już miejsce, ale co ważniejsze powrót do pełni sił nie zajmie wcale tak wiele czasu, jak lekarze wcześniej zapowiadali.

Gorzej jednak, jeśli ta karta się odwróci. Wtedy wiadomo, iż rekultywacja sił zajmie naprawdę wiele miesięcy. Reagowanie na bodźce płynące z zewnątrz wciąż będzie przejaskrawione, a to za sprawą realnego bólu, bądź ciosów zadawanych przez innych ludzi, np. uszczypliwość bliskich, pogarda otoczenia, niechęć zwierzchników, brak uznania ze strony dotychczasowych przyjaciół. W takim przypadku można zacząć mówić nawet o inwalidztwie.

Przy pytaniu dotyczącym zdrowia ta karta, jej znaczenie, bywa oczywistą oczywistością. Tak w pozytywie, jak i negatywie. Jednak w kontekście innych wątków naszej rzeczywistości nie jest już równie łatwo ten obraz zinterpretować. Często bowiem sugeruje on przesilenie, ale też stanowi ostrzeżenie, że jeszcze nie w pełni, nie w stu procentach jesteśmy gotowi na poderwanie się z klęczek i ruszenie na podbój świata. A wtedy… wiele zależy już od innych kart, czyli od tego, jak wielu odważnych ludzi się znajdzie, którzy zechcą aktywnie i w pełni świadomie nam pomóc, czasami nawet nas wyręczyć, na tych polach, gdzie wciąż nie radzimy sobie wystarczająco płynnie.

W przypadku wątku relacyjnego, przyjaźnie i te silniejsze uczucia zyskują na znaczeniu. Wtedy cierpliwość bliskich staje się niezbędna. Na polu zawodowym nie pozostaje bez znaczenia, czy zechcemy się jeszcze podszkolić, czy już tylko poddamy się i machniemy ręką na wszelkie zadania wstępnie przekraczające nasze obecne umiejętności. W sporcie przełoży się to na formę zachowań przyjętych przez trenera, bądź trenerkę. Czy zechce taka osoba dany przypadek potraktować jako szczególny i pomóc zawodnikowi przepracować gojącą się kontuzję.

Czy ta karta zawiera więc w sobie zapowiedź właśnie temu podobnej pomocy? W pozytywie jak najbardziej tak. Niestety w przypadku negatywu oznacza to zazwyczaj, że nie spotkamy się ze zrozumieniem, że przez długi czas – być może nawet przez szereg lat – będziemy musieli zaszyć się we własnej gawrze i tam nie tylko lizać wirtualne rany, ale też pracować w pocie czoła nad wybaczeniem, nad umiejętnością rozpuszczania żalu, jaki się ma do tych, którzy mieli szansę, byli o to proszeni, ale nam nie pomogli, po prostu odwrócili się od nas i ruszyli w swoją własną stronę, okazując przy tym skrajną obojętność, więc i znieczulicę.

To zjawisko często ma miejsce w toksycznych rodzinach. Kiedy młodzi ludzie nie zyskują wsparcia ze strony rodziców, a inni rodzice, ci w podeszłym wieku, nie mogą liczyć na pomoc własnych dzieci. Tak bywa też w przyjaźni, która kończy się z chwilą, kiedy jedna z osób zaczyna potrzebować wsparcia i to niekoniecznie finansowego. Tego typu sytuacje mają też miejsce nagminnie w wielu zakładach pracy, bo kontakty człowiek z człowiekiem nie należą do łatwych.

Co zrobić, jeśli właśnie tę kartę wyciągniemy w ramach odpowiedzi na zadane przez nas pytanie? Czy nie daj Boże sugeruje ona, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej? Oczywiście, że nie. To przyjemny komunikat, że impas właśnie mija, że czeka nas dużo więcej pokrzepiających niespodzianek, niż moglibyśmy się spodziewać bazując na oficjalnie dostępnych nam informacjach. Życie jeszcze mile nas zaskoczy, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość. Wszak… co ma wisieć… już nie utonie.

Bywa jednak, że odwrócona karta również się pojawi. Zgodnie z prawem natury znaczyć to może koniec jakiegoś okresu, nawet tego wiążącego się z dobrą kondycją fizyczną. Przy tego rodzaju predykcji zawsze warto zastanowić się nad własnym sposobem budowania codzienności. Co prawda przezorność nie zawsze lub nie w pełni musi się równać uniknięciu fatum, ale mimo wszystko jest w stanie pomóc nieco lepiej znieść złe wieści lub uszczerbek na zdrowiu. Otrzymując taką przepowiednię zyskujemy szansę na przygotowanie się do trudnych chwil, na zebranie siły do pokonania własnych wewnętrznych blokad lub utrudnień fizycznych.