Cicha melodia

Zaczęło się od buntu przeciwko poezji. Postanowiłam rozstać się z moim poetyckim, urojonym światem. Zadałam gwałt moim marzeniom, poddawałam je analizie, uczyłam się języka Henry’ego, wkraczałam w jego świat. Chciałam pozbyć się mojej nadwrażliwości, moich urojeń, moich skłonności do fantazjowania, poddając je brutalnym, niszczycielskim zabiegom. Było to coś w rodzaju samobójstwa. Otrząsnęłam się dopiero, kiedy uświadomiłam sobie, że samobójstwo to po prostu porażka. I właśnie wtedy zjawiła się June, obudziła moją wyobraźnię i uratowała mnie. A może mnie zabiła. Bo teraz przez nią znalazłam się na prostej drodze do szaleństwa”.  Czytaj dalej Cicha melodia

Nie lata na miotle

Dużo rzeczy lubi zaskakiwać. Czasami jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ubezpieczyć się przed tąpnięciem, przed powodującym bezdech zdziwieniem. Niemal każdy odruchowo spodziewa się od życia wielu niespodzianek i stara się na nie przygotować. Ale czym byłaby prawdziwa niespodzianka, gdyby można się było obudować grubym murem i schować dla ochrony przed zbyt zaskakującym obrotem spraw.

Jej! Wstęp jakbym co najmniej chciała opowiedzieć o czymś powalającym na kolana, może trochę przerażającym, albo podnoszącym ciśnienie. A miało być tylko o książce przeczytanej chybcikiem, przy wirtualnej świeczce i pod stołem, żeby mama nie wiedziała, a tata nie przyłapał. O czymś, co uroczo zatytułowano „Małe Ptaszki”. Czytaj dalej Nie lata na miotle

O sobie, o innych

Dobiegł końca drugi tydzień mojego urlopu. Jeszcze tylko sześć dni i wracam do gułagu pracować w pocie czoła w polu. Za tydzień będę miała weekendowy dyżur. Wybrałam tę opcję, żeby móc w ciszy i spokoju oswoić się z powrotem do kieratu. Lepsze to, niż nagłe zerwanie się o poranku i uświadomienie sobie, że to poniedziałek.  Czytaj dalej O sobie, o innych

Sprzedam na boku

Kiedy czas przestaje gonić, każda forma działania staje się przyjemna, nawet załatwianie spraw na mieście. Człowiek przyhamowuje, nie uprawia już slalomu giganta pomiędzy pracą a domem. To jednak prawda, że dopiero trzy tygodnie urlopu pozwalają naprawdę złapać oddech i zregenerować siły.

Wciąż męczę tę samą książkę – pewnej Hiszpanki. Treść nadal nie budzi zachwytu, ale daje się płynnie przełknąć. Mimo to jednak z niecierpliwością czekam na wielki finał i kończący sprawę song odśpiewany iście musicalowo – na długich schodach. Mam zgromadzonych na półce już blisko dwadzieścia kolejnych pozycji do przeczytania. I wciąż – niezmiennie – z tego wszystkiego najbardziej kręci mnie myśl o literze pisanej pani Winterson.  Czytaj dalej Sprzedam na boku

Zagoniona, ale nie zaszczuta

Znajomi Jestera zaprosili nas na grilla. Jakiś czas temu wynieśli się poza miasto. Pokochali nowe miejsce, tam znaleźli pracę i posłali dzieci do szkół. Chcieli podzielić się własnym szczęściem i wolnością od przeładowania miejskim gwarem. 

Daliśmy się namówić. Ciekawość wzięła górę nad zazdrością. Potrzeba odpoczynku i rozrywki przezwyciężyła wszelkie formy onieśmielenia i dziwacznej kokieterii. Długo się nie widzieliśmy, więc było o czym pogadać.  Czytaj dalej Zagoniona, ale nie zaszczuta