Książkowo

Zaczęłam czytać kolejną książkę Jeanette Winterson, wciągnęło mnie. Ani się obejrzałam i niemal natychmiast dopadłam połowy opowieści. Tytuł to bodaj „Nie tylko pomarańcze…”. Podobno Anglicy zrobili serial na podstawie tej powieści. Tak wyczytałam na sieci. Choć może, jak to ja, znowu coś źle zrozumiałam. Przedzierając się przez kolejne zdania poczułam się jak w domu. Co prawda moja mama nie była nawiedzona religijnie, za to ja, jako nastolatka, tylko tak radziłam sobie z własnym poplątaniem. Bóg miał być sprzymierzeńcem i wybawicielem. Zaliczyłam Oazę i całe lata spędzone na kolanach w czasie mszy świętej. Jednak, niespodziewanie, kiedy nagle Bóg obraził się na mnie, bo się rozwiodłam z pewnym eksem, ja też obraziłam się na Boga. Tak dobiegła końca moja chrześcijańska kariera. Zero modłów, zero komunii, za to czas na przemyślenia i szukanie samej siebie.  Czytaj dalej Książkowo

Przemyślenia

Sięgnęłam po „Dyskretne Symetrie”, nową książkę – jedną z dopiero co kupionych. Jeanette Winterson wydała mi się trudną autorką. Przez pierwsze rozdziały przedzierałam się z trudem. Ale wreszcie odnalazłam samą siebie, schowaną gdzieś tam pomiędzy wierszami. Gradobicie słów – tak charakterystyczne dla mojego własnego sposobu myślenia – tym wydał mi się twór pani Winterson. Blisko w połowie książki przestałam się dziwić autorce i pozwoliłam się jej porwać, temu dziwacznemu słowotokowi. Emocje przeplatane poszarpanymi skrawkami obrazów. Niezbyt łatwa lektura.  Czytaj dalej Przemyślenia

Matka Boska Zielna

Postanowiłam odsapnąć od codzienności, więc pojechałam do swojego starego mieszkania. Dać dyla, pierzchnąć, umknąć, wszędzie, byle z dala od Jestera – pobyć sam na sam z telewizorem i dvd – tego zapragnęłam. Udało się trochę przez przypadek. Miałam umówioną wizytę u mądrego doktora, a ponieważ to niedaleko mojego starego lokum, zboczyłam z drogi, żeby odwiedzić syna. Od słowa do słowa zgodziłam się przygotować małolatowi domowe jadło i napitek. Kroiłam warzywka, gotowałam frykasy i ani się obejrzałam, jak niepostrzeżenie zrobiło się ciemno za oknem. Ostatecznie zostałam tam na noc, nie chciało mi się na powrót przedzierać przez całe miasto.  Czytaj dalej Matka Boska Zielna

Rozchwianie

Na dojrzałość pracuje się długo. To nie przychodzi samo z siebie. Człowiek czyta o tym w młodości, bawi się myślą, jak to będzie, kiedy się zestarzeje. Ale nigdy nie bierze na serio myśli, że jego też to spotka, że dopadnie go wiek średni, wstęp do starości.

Sporo o tym ostatnio myślę. Niedawne odkrycia bardzo mnie frapują. Zupełnie jakbym odkrywała samą siebie od nowa. Chwilami to bardziej niż odrobinę pobolewa, niczym sól w ranie, piecze przeraźliwie.  Czytaj dalej Rozchwianie

Marudnie i męcząco

Kryzys to moje drugie imię, tak powinnam zacząć tę notkę. Od wczoraj nie wydarzyło się zupełnie nic, a jednocześnie tak wiele myśli przemknęło mi przez głowę. I to przeklęte słowo kryzys bez końca powracające jak echo.  Czytaj dalej Marudnie i męcząco

Koniec urlopu

Duża ilość łażenia. Dwa dni jak z bicza trzasł. Wczoraj na Zadupiu Dolnym, dziś u cioci w warszawskim mieszkaniu i wycieczka nad Wisłę. Wszystko w pojedynkę. Nikogo u boku.

Sporo o tym myślałam. Cały urlop spędziłam z dala od gadających głów, wiecznie sama. Nie szukałam kontaktu z ludźmi, nauczyłam się nie tęsknić. W 2011 nie poradziłam sobie z relacjami w grupie, więc uciekłam od tego – od przebywania w teamie. Pewnie fajnie byłoby móc z kimś pogadać, ale skoro ludzie są tacy zabiegani i wyzbyci zrozumienia dla innych… tych innych Innych, to po co się im narzucać?  Czytaj dalej Koniec urlopu

Niewygodny dialog

Wczoraj kończyłam czytać książkę Sarah Waters „Niebanalna Więź”. Bardzo podobało mi się rozwiązanie akcji. Całość przypominała kryminał, więc wciągnęła mnie bez reszty. I te babskie gierki…

Zmagałam się z kolejnymi literami, kiedy… zadzwonił telefon.  Czytaj dalej Niewygodny dialog