Keanu Reeves i jego Matrix

To był ważny sen. Taki wyrazisty. Aż się człowiekowi zaczyna chcieć pisać, kiedy niesamowite obrazy dopadają nad ranem.

Przedwczoraj byłam na Zadupiu Dolnym. Musiałam przewietrzyć dom i pobyć w ogrodzie, żeby sąsiedzi mogli zobaczyć, że dom nie jest tak całkiem pusty. Równo miesiąc temu robiłam to pierwszy raz sama. Nadszedł czas na kolejny raz. Po odwaleniu fuchy nieśpiesznie zabrałam się za pokonanie swoich ulubionych dwudziestu kilometrów dzielących mnie od domu na Woli. Wraz z pokonywaniem odległości pozwalałam myślom płynąć własnym rytmem.  Czytaj dalej Keanu Reeves i jego Matrix

Wena twórcza

Kiedyś tam, dawno temu w dzieciństwie, zamarzyło mi się napisanie książki. Później, jeszcze jako nastka, wyobrażałam sobie siebie klepiącą w klawiaturę, widok, jak zapełniam kolejne strony najdziwniejszymi historyjkami. Stare dobre marzenie. Czytaj dalej Wena twórcza

Po pracy

Znów po pracy padłam na twarz. Roboty narasta, a rąk do pracy brak. Nerwy odmawiają posłuszeństwa. Szefowa chwilami narzeka, nawet powarkuje. Wszyscy cicho pod nosem przeklinają, dołączam do nich. Wracając do domu z niesmakiem wspominałam własne „czary mary” odstawianie dawniej po prośbie na imprezie firmowej. Błagali, żebym im powiedziała jak będzie, kiedy w korporacji wszystko się zmieni. Mówiłam, że będzie „okropnie przygnębiająco”, nie wszyscy uwierzyli. Ale powtarzałam też, że nawet to przetrwamy. Szkoda, że ten moment „po wszystkim” jeszcze nie nadszedł.  Czytaj dalej Po pracy

Wiadomo kogo zabili i uciekł

Ciężki dzień. Ale na koniec udało mi się odsłuchać nareszcie do końca „Milczącą Dziewczynę” Tess Gerritsen. Rzeczywiście książkowa Sifu pociągała za sznurki, ale nie w pełni. Fajne wielowątkowe story. Godne polecenia, oczywiście amatorom kryminałów, w których brak „zabili go i uciekł”.

Ale zanim zagrzałam siodełko roweru, na którym przez półtorej godziny słuchałam ostatnich rozdziałów tej książki, wypełniłam dzień masą czego innego.    Czytaj dalej Wiadomo kogo zabili i uciekł

Upominek

Dopadł mnie koszmar. Nawet mi się to zdarza, że świat lęków przybiera formę obrazu i prześladuje nocą. Obudziłam się zmęczona. Przez długi czas we śnie dręczyły mnie obrazy związane z pracą. Siedziałam wśród znajomych twarzy, zmagałam się z systemowymi problemami, słuchałam obcokrajowców, jak zdawali egzaminy, jak inni znosili impertynencję nowej zwierzchniczki. Jak to ja uwalałam sobie ręce sztucznym, narzuconym mi, pomaganiem nowej szefowej niższego szczebla. Jak to zostałam przez nią wybrana na zastępczynię. Jak to ludzie mnie za to nie lubili. Jak to ta szefowa, młoda dziewczyna, chodziła po biurze półnaga przesadnie podkreślając własny seksapil i tym uzewnętrzniając własną wyższość. Jak to zajmowałam się psychologią tworząc materiały dla jakiejś pani doktor. I wiele, wiele innych temu podobnych płynących, przeplatających się ze sobą, scen.   Czytaj dalej Upominek

Luźna uwaga

Wciąż zdarza mi się paplać bez umiaru i bez sensu. Czasami przeglądam swoje stare zapiski i wzdycham z niesmakiem. Te same wątki wracają nieustannie. To przypomina nierozwiązane zagadki, nigdy do końca nie ułożone puzzle. Nie umiem przestać. Myśli rozsadzają głowę. Tylko medytacja pomaga. Ale nie zawsze są warunki, aby w spokoju i ciszy posiedzieć choćby godzinę. Powinnam się bardziej postarać. Inaczej puste pytania będą niepotrzebnie co i raz wracać.

Senne bla bla bla…

Po dziewięciu godzinach spędzonych w pracy wróciłam zmęczona. Siedzenie w pracy nie zawsze sprawia przyjemność, szczególnie jeśli wokoło panuje chaos. A tak właśnie dziś było. Wszyscy biegali, denerwowali się, sprawdzali czy inni mają co robić. Z ulgą opuszczałam korporacyjne podwoje. Szefowa podwiozła mnie do domu.

W domu już na dzień dobry czekała mnie bura, bo za długo szlajałam się po cudzych kontach. Ktoś za mną tęsknił, to miłe. Jednak za sprawą nieśmiałej prośby pozostawiono mnie sam na sam z rowerkiem. Musiałam odreagować cały dzień nerwów. Półtorej godziny pedałowania dobrze robi. Tysiąc kalorii pęka, licznik pokazuje trzydzieści sześć kilometrów, na twarzy znowu pojawia się uśmiech. Grunt to umieć się dobrze zmęczyć.    Czytaj dalej Senne bla bla bla…

Jednak napisane jeszcze tego samego wieczora…

Uwielbiam pomagać cioci w ogrodzie. Nie bardzo się na tym wszystkim znam, miejska dziewczyna ze mnie, ale uczę się. A to z pielenia mam korepetycje, a to sadzenia roślin się uczę, fachowego podlewania (żeby nie marnować wody) lub tworzenia wzorów za sprawą odpowiedniego układania roślin. Wciąż robi na mnie wrażenie wycinanie drzew, przypominające mordowanie niewinnych, i zaraz potem sadzenie na ich miejsce nowych mieszkańców, młodych i świeżych duchem.

Moja ciocia, która od przeszło pięciu lat jest mi nową mamą, przypomina mi Niechcica. Kocha ziemię, szanuje jej wartość i wysoko ceni owoce, które się rodzą na użyźnianym własnymi rękami gruncie. Jest niewiarygodnie pracowita. Nie umie usiedzieć nawet minuty w jednym miejscu. Jeśli by jej kazać trwać przy stole dłużej niż przez piętnaście minut, czułaby się nieszczęśliwa i niepotrzebna. Tylko niewielu się udaje zająć ją rozmową na tyle długo, żeby wytrwała w jednym miejscu przez więcej niż kilka chwil.   Czytaj dalej Jednak napisane jeszcze tego samego wieczora…

Janki czyli Zadupie Dolne

Wróciłam zmęczona. To był dzień pełen wrażeń. Głowę aż mi rozsadzają litery, które chciałabym przelać na papier, ale brakuje sił. Pewnie jutro dopiero się za to zabiorę. W każdym razie praca w ogrodzie przysłużyła się moim nerwom i mięśniom. Od siódmej rano w drodze, mimo soboty. Kilka godzin na Zadupiu Dolnym, potem porządki w wielkim domu i znowu w podróż, tym razem powrotną. Odwiedziny u syna, gotowanie dla niego obiadu na kilka dni. Szczeniak poprosił o zapasy. Jako kochająca mamusia nie umiałam odmówić. A na koniec sto minut spędzonych na rowerku stacjonarnym. Przedzieram się przez nowy kryminał, który przytrzymał mnie na siodełku. Akcja się rozkręciła. Jest tam opisana tajemnicza książkowa Sifu, która stanowi więcej niż podejrzaną osobę.   Czytaj dalej Janki czyli Zadupie Dolne

Po prostu

Muszę przyznać, że to lubię – niespodzianki. Kiedy miewam popołudniowe zmiany rzadko wstaję rano. Dziś było inaczej. Przed dziewiątą byłam już na nogach. Jester wychodził na uczelnię, więc mnie wybudził. Słońce za oknem dopełniło reszty.   Czytaj dalej Po prostu

Smutniasto

Kiedy ma się kłopot, każdy radzi sobie z nim inaczej. Czasami ucieka się w pracę, innym razem hobby ratuje przed nerwicą. Wszyscy budują własne sposoby. Gorzej bywa, jeśli zrządzenie losu wciela się w kata, kiedy nic nie można zaradzić na przeciwności losu.

Złe wieści zadają ból na wiele sposobów. Czasami to tylko muskają po nadgarstkach skalpelem przeczuć, innym razem wbijają się ostrzem w sam środek przegubów. Sposobów bywa wiele, każdy tak samo okrutny.  Czytaj dalej Smutniasto

Sfrancuszczona

Dzwonek telefonu zaskoczył jeszcze przed południem. Kiedy człowiek nie czeka na żadne wieści, wręcz ich sobie nie winszuje, nagłe dryndanie nie cieszy. Ale cóż począć, ech, życie płynie dalej, więc trzeba odebrać. Znajomy głos po drugiej stronie z dziwacznie brzęczącym akcentem pyta: „Czy zastałam panią Iks Igrrrek?” – i zaczyna się życzliwie śmiać. „Ech, ty sfancuszczona Polko jedna”. Odpowiada się równie radośnie. Czytaj dalej Sfrancuszczona

Strach i jego oczy

Miałam ciężki dyżur. Siedzenie w pracy prawie do jedenastej w nocy to nic fajnego. Wraca się do domu jak już jest ciemno – nawet latem. A tym razem było ciężko nie tylko z powodu ilości zleceń. Pod koniec pracy miałam naprawdę dość.

Siedziałyśmy we dwie – Lici i ja. O 18:00 wszyscy już wyszli i zostałyśmy same. My i niekończące się ilości zleceń do zrobienia. Nie było czasu podrapać się po nosie. Nawet na zrobienie kawy brakowało wolnej chwili. Czytaj dalej Strach i jego oczy

Deszczowy koszmar

Lato już od kilku dni trwa, a za oknem dżdżyście. Taka sobie pogoda. Dziś obudziłam się słuchając szumu wiatru za oknem. To trochę jakbym była nad morzem. Od razu przypomniała mi się eskapada z Ive i jej córkami. Byłyśmy wtedy bodaj niedaleko Kołobrzegu. Geografia nie jest moją mocną stroną. Czytaj dalej Deszczowy koszmar