Nowe wczoraj

„Kiedy wszystko stracisz, najpierw musisz oszaleć, żeby odzyskać sens życia.”

Zasłyszane na AXN.

 __________________ 

Są chwile, kiedy czas płynie jak szalony. Są też momenty, kiedy wlecze się jak flaki z olejem. Poczucie komfortu zależy wtedy od tego, na czym nam w danym momencie zależy  najbardziej. U mnie różnie bywa.

Na dobre wywaliłam sporo notek z tego bloga. Zupełnie jakbym chciała się pozbyć dwóch lat ze swojego życia. Koszmarnych dwudziestu czterech miesięcy, kiedy desperacko usiłowałam się wyzbyć całej masy parszywych wspomnień.    Czytaj dalej Nowe wczoraj

Gdzie? Po co? Na co? I dlaczego?

Brzydka pogoda za oknem usypia i spowalnia. Refleksyjny nastrój zaczyna brać górę nad chęcią do pracy u podstaw. Człowiek często mimo woli ogląda się za siebie. Dziwna ospałość sprzyja wspomnieniom. Czasem też przy okazji takiej aury zaprzyjaźnione osoby z większą odwagą zadają pytania o to, co było i nadal jest. W moim przypadku takim czymś są dziwaczne odloty, sny na jawie, refleksje bez względu na pogodę. Jednym słowem – wizje.

Chcąc, nie chcąc oglądam się za siebie. Odruchowo przypominają mi się obrazy choćby i sprzed roku, w których dana chwila na poziomie snu stanowiła akt dokonany. Ktoś mógłby zapytać czy to fajne uczucie. Odpowiedź nie od razu by padła, bo – i tak i nie.  Czytaj dalej Gdzie? Po co? Na co? I dlaczego?

Pratchettowskie wychlapywanie wody z misy

Lobsang wile się nauczył. Nauczył się, że każdy pokój ma co najmniej cztery kąty. Nauczył się, że sprzątacze zaczynają pracę, kiedy niebo jest dostatecznie jasne, by widzieć kurz i kończą z zachodem słońca.

Jako mistrze, Lu-tze był raczej łagodny. Zawsze uprzejmie wskazywał miejsca, których Lobsang nie sprzątał należycie.

Po początkowej irytacji i drwinach byłych kolegów Lobsang odkrył, że praca ma pewien urok. Dni przepływały mu pod miotłą…

…aż raz, z niemal słyszalnym kliknięciem w mózgu, postanowił, że już dość. Dokończył swój odcinek korytarza i odszukał Lu-tze, w zadumie popychającego miotłę wzdłuż tarasu.  Czytaj dalej Pratchettowskie wychlapywanie wody z misy

Wspomnienia

Wiele razy się zastanawiałam jak zacząć i czy w ogóle próbować. Właściwie po co się wysilać? Satyra własna słabo smakuje innym.

On zadzwonił. Ona odebrała. Wymienili kilka zdań. Kontekst był jakiś tam. Konsekwencja zaskakująca. Brak śmierci, za to mało uśmiechu. Trochę jak w ambitnych filmach. Świetne obrazy, mała widownia.

Ostatecznie poddałam się. Zero sensownych odpowiedzi na zadane pytanie.

Bo…    Czytaj dalej Wspomnienia

Było minęło

Wiele razy się zastanawiałam jak zacząć i czy w ogóle próbować. Właściwie po co się wysilać? Osobista satyra słabo smakuje innym.

On zadzwonił. Ona odebrała. Wymienili kilka zdań. Kontekst był jakiś tam. Konsekwencje zaskakujące. Pominięty temat śmierci i brak uśmiechu. Trochę jak w ambitnych filmach. Świetne obrazy i mała widownia.

Ostatecznie poddałam się. Zero sensownych odpowiedzi na zadane pytanie. Wciąż ten sam refren. Po co w ogóle się wysilać?

A może dlatego, że… Czytaj dalej Było minęło

Cudza opczyzna

Dzwonek telefonu zaskoczył jeszcze przed południem. Kiedy człowiek nie czeka na żadne wieści, wręcz ich sobie nie winszuje, nagłe dryndanie nie cieszy. Ale cóż począć, życie płynie dalej, więc trzeba odebrać. Znajomy głos po drugiej stronie z dziwacznie brzęczącym akcentem pyta: „Czy zastałam panią Iks Igrek?” – i zaczyna się życzliwie śmiać. „Ech, ty sfancuszczona Polko jedna”. Odpowiada się równie radośnie.   Czytaj dalej Cudza opczyzna

Grzęzawisko emocji

Jeśli zabawa w codzienność przybiera na sile, czas wspomnień się kumuluje. Nie ma ucieczki od spraw minionych. Rocznice mocno potrafią dokuczyć. Nawet te nie związane ze świętą pamięcią. Segregując stare zapiski, można dojść do wniosku, że znowu się wchodzi do tego samego basenu. A skoro to nie rzeka, woda stoi i tęchnie. Jeśli trwa to zbyt długo, hmmm, ostatecznie kawałek tam i kiedyś zalatuje stęchlizną. Komfort żaden, a i wspomnienia zaczynają przeszkadzać. Często nawet kiedy chciało by się stare sprawy wykasować, nie zawsze okazuje się to możliwe. Za to równie przykre, co dawniej.   Czytaj dalej Grzęzawisko emocji

Zabiegana

Sporo ganiania na co dzień. Uczę się pewnego rodzaju układności, równego rytmu. Po długiej przerwie w pracy poradzę sobie chyba mimo wszystko lepiej, niż dawniej. Zupełnie jakby dwa miesiące zwolnienia – z powodu załamania nerwowego – przysłużyły się naprawdę sprawnie. Lepsza percepcja, lepsze wyczucie sytuacji i koncentracja. W coraz mniejszym stopniu liczą się bodźce zewnętrzne. Dużo silniej uwaga skupia się na wykonywanych czynnościach. Epilepsja odpuszcza i to chyba na dobre. To znaczy dokucza, ale inaczej i tylko jeśli bardzo konkretne sytuacje mają miejsce. To wygodne.

Nudziarstwo

Nadal mną rzuca na boki. Mam na myśli epilepsję. A właściwie nie tyle silne napady, co stany około napadowe. Zabawa w totalnie zdrową sporo mnie kosztuje. Kiedy przytrafiają się sytuacje stresogenne, pojawia się odlot. Co prawda leki pomagają, ale przy silnym napięciu nie wystarczają.  Czytaj dalej Nudziarstwo

Po przerwie

Zabieganie to miłe sercu hobby. Nie siedzi się w jednym miejscu, nie tkwi się w dziwacznej stałości. A za sprawą tego „hobby” moim bliskim chyba niczego już nie brakuje; przynajmniej na poziomie codziennych potrzeb.

Lektura porzuconych w pół zdania książek zaczyna przynosić satysfakcję. Człowiek lepiej się od tego czuje. No i mniej tęskni za dziwacznym kalejdoskopem emocji. Tych nie zasłużonych oskarżeń. Innych domniemywań lub pomówień. Według innych nagle człowiek się staje, a to dziwadłem, a to szaloną „niby” wróżką, a to jeszcze pokręconą istotą, skrzętnie ukrywającą własny brak zdrowego rozsądku.    Czytaj dalej Po przerwie

W zamrożeniu

Zimowa pora nie sprzyja długim spacerom. Nos odmarza zbyt szybko, więc ochota na marsz równym krokiem słabnie do zera. Telewizja nie cieszy. Za muzyką się nie tęskni. Książki nie wodza na pokuszenie. Kulinarne wyskoki nudzą. Pozostaje jeszcze ciche i płynne mruczenie mantr. Serwowanie zaufanym nauczycielom, przyjaciołom na drodze, tym, którzy wspierają, głębokich ukłonów. Można też bawić się w robienie – setny już raz – porządków wokół siebie i innych.  Czytaj dalej W zamrożeniu

Literowy kryzys

Kasia Nosowska miała kiedyś taką piosenkę, nie pamiętam tytułu, gdzie było o kryzysie twórczym. Miała rację, to okropna rzecz. Za oknem świeci słońce. Mróz gryzie w nos. Niebo czyste. Ptaki przycichły. Tylko gołębie, kawki i wrony można jeszcze wychwycić wzrokiem, ale niewiele ich. Zero wróbli, pochowały się. Ciężki moment roku. A było tak pięknie, blisko zera, tylko trochę szczypania w nos, za to dużo bieli wokoło. Widać pani Zima postanowiła podkręcić kurek i dać się ludziskom we znaki.  Czytaj dalej Literowy kryzys

O moich snach

Brzydka pogoda za oknem usypia i spowalnia. Refleksyjny nastrój zaczyna brać górę nad chęcią do pracy u podstaw. Człowiek często mimo woli ogląda się za siebie. Dziwna ospałość sprzyja wspomnieniom. Czasem też przy okazji takiej aury zaprzyjaźnione osoby z większą odwagą zadają pytania o to, co było i nadal jest. W moim przypadku takim czymś są dziwaczne odloty, sny na jawie, refleksje bez względu na pogodę. Jednym słowem – wizje. Czytaj dalej O moich snach