Książka o Kasi

Za dziesięć dni Walentynki. Nie mam komu składać życzeń, ani nawet przygarnąć do serca. Bo moich synów nie ma sensu liczyć. To fajni i dorośli faceci, ale ich życie poza wspólnymi posiłkami w żaden sposób się ze mną nie łączy. Szczególnie, że obaj są zdrowo popaprani, więc przed nimi też uciekam.

Zero optymizmu. Znowu przyjmuję lek dla wariatów. Co prawda nie jestem stuknięta, ale mam poharatany mózg, więc momentami wychodzi na jedno. Glioma mi to zrobiła. To coś miało zaledwie półtora centymetra, a i tak dało mi popalić. Zniszczone nerwy wzrokowe. Ograniczone kojarzenie w kilku kwestiach, napady lękowe, uczucie rozedrgania. No i to najgorsze „coś” – bo na mnie patrzą i ciągle czegoś ode mnie chcą.  Czytaj dalej Książka o Kasi

Nigdziekaś

Czy płakanie miałoby sens, gdyby było wyzbyte powodu? Czasami zastanawiam się nad tym. No bo, po co płyną łzy, jeśli w głowie trwa pustka? Jeśli nic strasznego nie działo się i nadal się nie objawia.

Podobno oświecenie ma to do siebie, że stanowi zgodność z wszelkimi przejawami rzeczywistości wszelakiej i niekończący się uśmiech, często nie tylko wewnętrzny. Mawiają też, że prawdziwy budda to ten, który nie tylko unika chwalenia się oświeceniem, ale też nadprzyrodzonymi walorami. Jeśli to prawda, warto być czujnym z kim los krzyżuje nasze ścieżki. Nigdy nie wiadomo, czy mędrzec wyciągający ku nam rękę, aby na pewno jest stąd…  Czytaj dalej Nigdziekaś