Terapeutka

To było dziwaczne spotkanie. Niby nie denerwowałam się, a jednocześnie dokuczało mi uczucie zagubienia. Na szczęście otaczająca mnie architektura nieco ukoiła skołatane nerwy. Widok starych murów, dziwacznie wysoko zawieszonych sufitów i ogromnych okien, odciągnęła moją uwagę od powodu spotkania z terapeutką powodując, że na koniec niemal zapomniałam o bożym świecie.    Czytaj dalej Terapeutka

Piszmy więc

Chyba czas, żeby skończyć z banialukami i osobiście wkroczyć na scenę. Już mi się nie chce generować sztucznych historyjek. Czas by Rumunka z Anglicą odeszły do lamusa. Oczywiście życzę szanownym wiele szczęścia i tych innych – jednak w ich własnym wirtualnym świecie.

Dziś przypomniało mi się w jaki sposób Alison Bechdel stanęła na mojej – wirtualne, ale MOJEJ – drodze. To był bardzo dziwaczny przypadek. Ale pewnie właśnie z powodu takich „przypadków” naprawdę dawno temu polubiłam tajemną opcję na polskiej Wikipedii. Stało napisane Losuj Artykuł. Bardzo często się w to bawiłam. Nawet wymyśliłam sobie grę, zadajesz pytanie i losujesz. To lepsze niż jakieś dziwaczne sieciowe wróżby.  Czytaj dalej Piszmy więc

Wataha

Za tydzień idę na spotkanie z panią psycholog. Przeczytałam też, że w Lambdzie można podczepić się do brygady przygotowującej tegoroczną paradę równości. Łamię się, czy dołączyć do nich, czy mimo wszystko odpuścić sobie. Oczywiście fajnie byłoby poznać nowych ludzi, ale jakiś kawałek mnie nadal robi w spodnie ze strachu, że z nerwów jak dawniej nie będę rozumieć, o czym ci ludzie mówią i czego tak naprawdę ode mnie chcą. Kiedy się denerwuję nadal zdarza mi się gubić sens cudzych wypowiedzi. Słowa przestają do mnie przemawiać, zupełnie jakby ktoś mówił do mnie w obcym języku. To kłopotliwe i dla mnie raczej mało przyjemne.   Czytaj dalej Wataha

Zabawa słowem pisanym

Zabawiliśmy się z Voyem, moim ukochanym Jesionem, w powołanie do życia kilku tekstów. Postanowiłam je zamieścić. To była ciekawa zabawa, która zajęła nam dobre kilkanaście dni. Kawałek on, inny fragment ja i tak bez końca. Zabawna historia z tego wyszła. Długo się z tego śmialiśmy.

Trzeci maja

Kolejny dzień wolny od pracy. Czas odpoczynku od nie do końca wiadomo czego. Zmuszona do odhaczenia wizyty na obiadku u teściowej poczułam się zmęczona. Trzeba było siedzieć i słuchać jej posykiwania. Rany, ale ta kobieta wszystkich nienawidzi. Cały świat jest zły i podły, tylko ona jest cudowna, wytrwała, uparta i we wszystkim najlepsza.   Czytaj dalej Trzeci maja

O Annie – czyli Voy vs ja

To nie był udany dzień. Chmury szczelnie okrywały niebo. Mimo białego puchu za oknem i tak panował przygnębiający półmrok. Co z tego, że był już koniec lutego, zima ani przez chwilę nie rozluźniała swojego uścisku. A to działało Annie mocno na nerwy. Nigdy nie lubiła tej pory roku. Zima źle jej się kojarzyła. Z czymś w rodzaju spowolnienia, czy też po prostu zamrożenia.  Czytaj dalej O Annie – czyli Voy vs ja

Pochód pierwszomajowy

Święto nad świętami. Czas białych i czerwonych goździków, flag łopoczących ponad głowami przedstawicieli klasy robotniczej i nie tylko maszerujących w pochodzie. A przynajmniej tak właśnie ta data mi się kojarzy. Co najlepsze jako córka oficera Armii Ludowej Wojska Polskiego nigdy na takim pochodzie nie byłam. Mój tata nie należał do partii i na wzór Gandhiego okazywał bierny opór, czyli po prostu nie bywał na partyjnych pochodach i uroczystościach. Ostro oberwało mu się za to w czasie stanu wojennego.    Czytaj dalej Pochód pierwszomajowy