Wyjałowiona wielobarwność

Umysł ma to do siebie, że pracuje zgodnie z własnym rytmem. Smutki na lewo, radości na prawo. A ni to, ni tamto rusza prostą drogą – idealnie po środku. Wszelkie odruchy bywają bezwarunkowe. Nawet te wynikające z dziwacznych przyzwyczajeń.

Dziś przyłapałam samą siebie na przykrym przyzwyczajeniu. Tłum zwykle przejmuje nade mną władzę. Jeśli wszyscy śmieją się i dystansują od problemu, przejmuję ich styl i punkt widzenia. To podobno iście kobieca postawa. Skoro grupa uważa, że będzie o’kay, trzeba im przytakiwać. Tego wymaga dobre wychowanie oraz praca nad pozytywnym myśleniem. 

Pamiętam, kiedy powiedzieli mi, że moja mama na „niegroźnego” raka. Wtedy ów termin kupiłam bez zadawania zbędnych pytań. Nie chciałam niczego więcej usłyszeć. Tym bardziej, że byłyśmy mocno skłócone. Po prostu czekałam na lepsze jutro. Nie biorąc pod uwagę magicznego słowa Śmierć.

Dopiero Terry Pratchett przybliżył mi temat odchodzenia. Ale to przyszło dobrych kilka lat później, po rozwodzie z pierwszym mężem. Trochę szkoda, że tak późno. Ale – jak mówi przysłowie – lepszy rydz, niż nic.

Depresja – ta prawdziwa, książkowa, a nie przysłowiowa – miewa to do siebie, że potrafi dokuczać niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę. I właśnie temu niedomaganiu ulegam od dość dawna. Cokolwiek miłego miałoby miejsce w mojej obecności, rzadko bywa pozytywnie interpretowane. Dlaczego? Bo tak i już. Na tym świecie nic ciekawego się nie dzieje. Szczególnie w życiu osób prywatnych.

Takich osób co to mają dzieci obciążone Zespołem Aspergera; po rozwodzie nie od razu udało im się poukładać sobie życie osobiste; fatyganci i fatygantki nie mieścili się w ramach pożądanych ktosiów; a kasa wiecznie przeciekała przez oba rękawy. Nerwica bywa upierdliwa i mało dookreślona.

Pech to słowo klucz, które często ciężko zaakceptować za pierwszym razem. Mimo to życie bywa przewrotne i zmusza nas do zabawy w polubienie w brak szczęścia. No, bo skoro brak nam farta, po co się denerwować? Nikt nie jest absolutnie farciarski. To kwestia bliżej nieokreślonej loterii. Uda się – git, nie uda się – trudno.

Może właśnie dlatego narzekam…? Mój GIT bywa niezmiernie rzadki od przeszło dziesięciu lat, i tyle. Po co, więc marudzić. Są tacy, co mają więcej niż mocno GORZEJ. Warto pamiętać o tym i doceniać para-fart. Na tym wiara w lepsze jutro polega.