Skupiona

I oto nastała jesień. Wbrew własnym podejrzeniom, nadal kocham tę porę roku. Liście szeleszczą pod stopami. Wokół miesza się czerwień z pomarańczą. Zieleń odchodzi w niepamięć, niczym cień wspomnień – tych ciężkich do udźwignięcia.

Po bez mała siedmiu latach, nareszcie obcięłam włosy. Dziewiątego października warkocz sięgający pośladków poszedł nie tyle pod młotek, co nożyczki. Niewiele był wart. Ważył zaledwie dziewięćdziesiąt deko. Wyceniony na dziewięćdziesiąt złoty za kilogram. Pięćdziesiąt to koszt fryzjerki, a dwadzieścia pięć do ręki. Niewiele, ale zawsze coś.

Jak to się mawiało w Królestwie Warszawskim za dawnych czasów? Adieu c’est la vie. Teraz jestem już krótkowłosą Szarą.