Onanista IV-XI rok 2007

fot. Elżbieta Tejchman-Wawrzonowska

Rok 2007

__________________

…bełtuny jakieś pewnie…

10 kwietnia 2007

…i po świętach…niedziela w domu, tym rodzinnym, ojciec bez płuca uczył się odkrztuszać, nieprzespana noc, myślałem o Nim, o Nas, także do końca nie wiem co bardziej wpłynęło na moją bezsenność, wspomnienia czy odgłosy zza ściany, mama na tabletkach jakoś znosi te noce, boli mnie los takich ludzi jak moja mama, niewiele radości z życia, najpierw praca w polu na hektarach u rodziców, zaczęła jako sześcioletnia dziewczynka od ganiania krów na pastwisko, nieudane małżeństwo, mąż pijak, wszystko było na jej głowie teraz mąż jak nie pijak to też chory, ten sam mąż rzecz jasna, rak i znowu wszystko na jej głowie, takich kobiet, takich ludzi są tysiące, nie była nawet nad morzem, obiecałem sobie że w te wakacje pojedziemy na tydzień nad morze, zasłużyła sobie…z ojcem mam przynajmniej czas na pożegnanie, czas którego nie dał mi Medzio…i te wkurwiające świąteczne sms-y od facetów którym gdzieś kiedyś obciągnąłem, których gdzieś kiedyś wydupczyłem, co ta za myślenie że czekam na życzenia od nich, lepiej niech napiszą że chcą się znowu nadstawić albo dać do obróbki a nie że świątecznie pozdrawiają, jak to na Wielkanoc jaja sobie robią z porządnego chrześcijanina, bełtuny jakieś pewnie…i naprawdę jest mi miło, że przez ten czas mojej nieobecności ktoś tu zaglądał, ot trochę próżności…teraz chyba na dłużej, zobaczę, wróciłem…

Czytaj dalej Onanista IV-XI rok 2007

Żegnaj roku 2007

Nasze relacje rodzinne bezsprzecznie są godne pozazdroszczenia. Czasami aż uśmiecham się patrząc z boku na rysy charakterologiczne moich krewnych. Znajomi, którym zdarza się słuchać moich opowieści, również nie potrafią wyjść z podziwu, że tzw. drobnomieszczaństwo nadal istnieje. I nie próbuję tu nikomu uwłaczać. Ot… ludzie nie bywają jednacy, więc i żyją na różne sposoby. A ja… jak to ja, jestem sobą, istotą z upierdliwą manią świecenia słowami w oczy. Czytaj dalej Żegnaj roku 2007

Prawie o niczym

Bardzo lubię podróżować. Krajobraz za oknem ulega płynnym zmianom. Niebo nigdy nie jest takie samo. Zupełnie jak nasze życie, czyli wieczna transformacja. Trzeba umieć żeglować, żeby utrzymać się na fali. Zimą trochę trudniej jest podróżować. Z Polsce bywa różnie. Czasami potrzeba łańcuchów na koła, żeby się nie ślizgać. To dodatkowa atrakcja Europy Środkowej. Czytaj dalej Prawie o niczym

Nieustająco a może nieustannie

O tej porze roku dni mijają jak szalone. Słońce pojawia się zaledwie na kilka chwil. Wszechogarniająca ciemność wypełnia życie niczym irytujący zwiastun koszmaru. To dobry czas dla wszystkich stacji telewizyjnych. Ilość widzów rośnie w zastraszającym tempie. Czytaj dalej Nieustająco a może nieustannie

Wysoka umieralność

W szpitalu wezwała mnie do siebie lekarka. „Pani mama nadal ma zapalenie płuc. Zmieniliśmy antybiotyk. Mam nadzieję, że ten lek ostatecznie rozgoni chorobę. W dniu jutrzejszym wykonamy serię dodatkowych badań…” – i tak dalej, i tak dalej. Kiwałam głową. Czytaj dalej Wysoka umieralność

Poplątana pętelka

Pamiętam czasy sprzed czterech lat kiedy nie byłam w stanie niczego innego robić, jak tylko powoływać do życia najprzeróżniejsze teksty. Co i raz płodziłam notki na mojego ówczesnego bloga – Podglądaczka. Za tamtych czasów byłam bardzo towarzyska – sieciowo. Czytaj dalej Poplątana pętelka

Co tam u Ciebie Aniołeczku?

Słońce stało wysoko. Lekki wiatr poruszał gałęziami drzew. Na skrzyżowaniu dróg leżał spory kamień. Głaz przypominał rodzaj starożytnego ołtarza. Siedziała na nim zgarbiona postać ciemnowłosej postaci. Dziewczyna obejmując dłońmi głowę delikatnie kiwała się w przód i w tył.

Zeschłe liście szarpane przez wiatr z szelestem sunęły w nieznane. Powietrze wypełniał zapach zbliżającej się zimy. Mimo to nie czuć było zbytniego chłodu. Czytaj dalej Co tam u Ciebie Aniołeczku?

Nie codziennie

Co się dzieje proszę Państwa? Tak mnie odrobinkę poraziła zaskakująca liczba gości na tej stronie. Ufam, że to tylko chwilowa odmiana. Albo… zacznę robić za ZOO. Kasia – ciekawostka. (żartuję) Wszak zgodnie uwagą szanownego Ro-Ma, czyli jednej z moich pierwszych sympatii, nie da się czytać tutejszych wywodów. Czytaj dalej Nie codziennie

W pogoni za czasem

To był naprawdę miły dzień. Przez ułamek chwili zapomniałam o teraźniejszości. Na urocze 12 godzin pozwoliłam by portal nasza klasa przeniósł mnie do przeszłości. Kiedyś przecież ciągle się śmiałam, uważałam samą siebie za skrajną optymistkę i życiową szczęściarę. No i miałam autentyczną masę uroczych znajomych. Ale wszystko się kiedyś kończy. Czytaj dalej W pogoni za czasem

Ku końcowi

Kolejny rok dobiega końca. Czas pędzi na oślep. Dryfuję bez oporu wpuszczając kolejne zmiany do swojego życia. Czytam coraz lepiej. Właściwie już nie czuję skutków operacji. To bardzo poprawia mi humor. Czytaj dalej Ku końcowi

Mikołajki

Z mamą lepiej, Pietrucha pierwszy dzień w szkole, a z Gapą udana rozmowa po przerwie. Moja złość prysła niczym czar. Odnoszę wrażenie, że otaczająca mnie burza przycicha na dobre, jak również ta panująca w mojej głowie. Z ulgą odkryłam, że nerwy, tj. moje bliżej nieokreślone rozdrażnienie, opadło. Uśmiech na nowo wykwitł mi na twarzy. A wszystko za sprawą konsekwentnie wchłanianej lektury. Czytaj dalej Mikołajki

Świątobliwy materializm

Ostatnie lata nie należały do najłatwiejszych, ani ciekawych. Najpierw zachorował tata, miał operację, później stracił swobodę ruchów, do tego mózg zaczął mu odmawiać posłuszeństwa i tak się posypało prawie wszystko. Zaś kiedy odszedł tata, moja mama zajęła jego miejsce. Ciało mamy na dobre zaczęło odmawiać posłuszeństwa, rozsądek też. Czytaj dalej Świątobliwy materializm