Druga połowa roku

Ostatni dzień sierpnia, jak dla mnie babiego lata. Byłam w pracy. Poprosiłam o urlop. Ot, aktywna ucieczka od zwolnienia. Lepsza kasa, lepsze życie. Udało się. Zostały mi więc szczęśliwie aż dwa tygodnie na skończenie sprawy badań i wizyt u doktorów. Ufam, że zdążę ze wszystkim.

Humor nareszcie mi się poprawił. Wizyta w biurze okazała się zaskakująco przyjemna. Mężczyźni wzrokiem czynili komplementy, kobiety szeptem ostrzegały „tylko uważaj, żeby nie przytyć”. Jedynie uśmiechnięta szefowa głośno wyrażała podziw. Miłe, bardzo nawet.  Czytaj dalej Druga połowa roku

EEG

Pofatygowałam się do szpitala. Szukałam moje pani doktor. Spotkałam swoją ulubioną pielęgniarkę, przemiłą osobę i specjalistkę od EEG. Opowiedziała mi jak to bywa z pacjentami po operacji. W tym samym momencie wyparowała ze mnie iluzja. Oświecenie eksplodowało powalając mnie na kolana.

Źle się czuję? Miewam dziwaczne nastroje? Ulegam dziwacznym zwidom? Normalka… wszak nadal mam ataki epilepsji. Usunięcie guza niczego nie zmieniło. Czas przywyknąć, już nic mi nie pomoże.

Waters

Opera Rogera Watersa zauroczyła mnie niemal w zadziwiającym stopniu. Nic dziwnego zresztą. Pink Floyd sto lat temu, czyli kiedy wkraczałam w nastoletni wiek, był jedynym źródłem ambitnej muzyki, którą lubiłam. Niemal po dziś dzień nie znałam szczegółów Pink Floydowych płyt. Po prostu lubiłam słuchać i tyle. Od piątku uwielbiam ten typ twórczości w zwielokrotnionym stopniu, choć pewnie tytułów nadal nie będę kojarzyć, no! może poza The Wall’em.

Mam chroniczną, fizjologiczną depresję. Nie daję już rady. Jutro wybieram się do mojej neurochirurg. Jeśli moje samopoczucie według niej nie będzie miało wiele wspólnego z usuniętym guzem, pofatyguję się do mojej pani psychiatry. Widać trzeba będzie na serio zastanowić się nad lekami psychotropowymi w moim dziwacznym przypadku. W przeciwnym razie bardzo źle skończę.

Przy życiu – póki co – trzyma mnie mój syn. Ma dopiero piętnaście lat i wymaga opieki. Niestety świadomość tego faktu powoli przestaje mi pomagać. Obecnie aż trudno uwierzyć, że w dawniej byłam skrajną optymistką z arcy-pogodnym sposobem bycia. Po tamtych czasach nie pozostał nawet cień. Stałam się prawdziwą choleryczką i to nie do wytrzymania dla bliskich.

Krew

Organizm wrócił do normy. Miałam równiutko miesięczne opóźnienie. Na widok plam odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej jeden problem z głowy. Może wczorajsze zdenerwowanie i brak kojarzenia niektórych spraw w pracy miały z tym jakiś związek? Oby….

Nadal zdarzają mi się para zwidy i dziwaczne wspomnienia. Zupełnie jakbym śniła na jawie. Wystarczy, że się zdenerwuję, natychmiast przenoszę się w nieokreślony wymiar znikając z TU I TERAZ. Coś w rodzaju przygnębienia nieustannie mi dokucza. I pomyśleć, że za dawnych lat nazywano mnie największą optymistką świata. Ale dawniej miałam też zupełnie proste włosy, a nie zadziwiające loki.  Czytaj dalej Krew

Skok

Humor dużo lepszy. W sklepie powiedzieli mi, że wyglądam na siostrę własnego syna. Miłe, trzeba przyznać. Kupiłam sobie całą stertę płyt. W tym płytę z singlami Prodigy.

Nadal jest ciężko

Mam złe samopoczucie i kondycję psychiczną. Badania niczego nie wykazały. Wszyscy, tj. laryngolog, okulista, gastrolog, neurochirurg i ginekolog uznali, że mam sprawnie działające ciało. Znaczy, że kłopot wynika z przeszłości. Od grudnia mam problemy z neurozą. Z powodu jaskry nie wolno mi przyjmować kojących medykamentów. Problemy z przemianą materii, a co za tym idzie zeszczuplenie, wynikają z rozhuśtanych emocji, niczego więcej.

Co dalej? To, co zawsze. Jedynie medytacja i joga okażą się najskuteczniejszym lekarstwem. Niestety póki co nie daję rady wyciszyć się choćby przez pięć minut. Nadal czytanie książek nie bardzo mi wychodzi. Po kilkunastu zdaniach gubię sens lektury odpływając myślami Bóg wie gdzie.

Skoki nastrojów

Samopoczucie doskonałe, ale stan fizyczny nie za koniecznie. Coś się dzieje z układem mojej (obecnie ponad) kobiecości. Najpewniej z powodu nerwicy. Hormony fiksują sfiksowały mi nieodwracalnie. Coraz wyraźniej czuję jak mój organizm zaczął inaczej funkcjonować; chyba na dobre się zmieniłam.

Brzuch boli mnie gorzej niż straszliwie. Oczywiście zupełnie nic z tego nie wynika. Brak mi objawów ciąży, testy wychodzą negatywnie. Poza tym schudłam, co raczej nie przydarza się ciężarnym. Niestety nie daję rady sprawdzić co mi tak naprawdę dolega.  Czytaj dalej Skoki nastrojów

Jogging

Bieganie zresetowało mój umysł, co za tym idzie – nastrój. Ukochany zaprogramował moją głowę od nowa. To naprawdę bardzo mądry człowiek. Jednym słowem już mi lepiej. To znaczy psychicznie, bo sprawność fizyczna nawaliła na dobre. Podczas biegania uszkodziłam kolano. Wielka gula wody utrudnia mi chodzenie. Koniec z uprawianiem sportu – póki co przynajmniej.

Internetowy kumpel po raz kolejny zaprosił Ukochanego na imprezę do wielkiej willi. Planowałam wybrać się z nim w ramach damy do towarzystwa. Zapuchnięta noga na dobre pozbawiła mnie możliwości balowania. Teraz zdecydowanie nastał obrzydliwie podły czas w moim życiu.

Smutki smuteczki

W domu coraz ciężej. Mężysko stał się nie do wytrzymania. Zakładam, że to moja wina – w pewnym sensie przynajmniej. Ciężka nerwica żonki i transformacja jej funkcjonowania wywołały w nim ostry kryzys. Biedaczysko sprawia wrażenie skrajnie rozbitego i rozzłoszczonego. Kto wie… może ma wszystkiego dość i najchętniej pozwoliłby mi odejść dokądkolwiek, np. w zaświaty?

Zajmowanie się kuzynką, znoszenie humorów męża i pilnowanie synalka do reszty pozbawiły mnie skłonności do uśmiechu. Mam dość, najchętniej zasnęłabym na amen. To chyba najgorszy czas w moim życiu (w pewnym sensie przynajmniej). Z dawnej pogody ducha, która we mnie panowała nie pozostał nawet słaby cień. Jeszcze trochę, a strzelę sobie w łeb.  Czytaj dalej Smutki smuteczki

Pokojówka

Gabi wyjechała. Znów zostałam sama. Pewnie jak poprzednio, zacznę w kółko sprzątać, prasować i układać rzeczy na półkach. To najlepszy sposób ucieczki od problemów z pamięcią co do nazw. Coraz mocniej przygnębia mnie brak wiedzy i pamięci co do cudzych nazwisk. Kojarzę ludzkie twarze, głosy lub funkcję w przeciwieństwie do imion. To krępujące i przygnębiające.

Kołysanka

Dzidziusia nie będzie. Podobno za kłopot z moim systemem hormonalnym odpowiada – tylko lub aż – nerwica. Straciłam w bardzo krótkim czasie masę kilogramów. Co prawda do idealnego wyglądu (który mi zapewne nie grozi) tradycyjnie brakuje ponad dziesięć kilo. Nieosiągalne – jak zwykle od dwudziestu lat.

Myślę o dietach, sportach i temu podobnych, bo nic lepszego nie mam do roboty. W domu wysprzątane, chłopaki nakarmione, psy również. Czytać nie daję rady. Oglądać filmów też nie. Testy ze szpitala jako tako mi wychodzą, choć są mało zabawne i pierońsko nudne. Dlatego w kółko łażę po domu ze szmatą, albo latam z kuzynką po mieście. Niczego lepszego nie potrafię znaleźć do roboty. Studia na dobre wywietrzały mi z głowy. Brak intelektu uleczył mnie z marzeń o nauce. Matka Polka ze mnie – nic i nikt ponad to.  Czytaj dalej Kołysanka

Wspomnienia ze starego (pierwszego) bloga

Bo tradycyjnie w niedzielę…

– Przesuń się, chcę się przytulić – mówiłam łagodnie czekając aż przewróci się na wznak.

– Eeeee tam, tylko tak mówisz, zaraz znowu się odsuniesz albo gdzieś pójdziesz… nie wierzę ci – miał wesoły głos, ale dobrze wiedziałam, że nie żartuje.

Wtuliłam się więc w jego ramię najmocniej jak umiałam i głośno wciągnęłam powietrze.  Czytaj dalej Wspomnienia ze starego (pierwszego) bloga

Nie tak źle

Czuję się lepiej, choć codziennie boli mnie brzuch. Jutro dopiero, jak dobrze pójdzie, dowiem się co mi tak naprawdę dolega. Czy będę mamą, czy też jestem na coś chora.

Usunięcie z mojej głowy kawałka mózgu zawierającego pamięć szczegółową działa dość zabawnie. Oglądając Lord of The Ring – choć pamiętam ogólnie o co chodzi – czuję się jakby to była zupełnie nowa przygoda. Cudowna zabawa, a film podoba mi się więcej niż bardzo.  Czytaj dalej Nie tak źle