Pieniacz

Wygadał się – w pewnym sensie przynajmniej. Bąknął coś na temat braku umiejętności obchodzenia się ze stroną. Wymówka dobra jak każda inna. Moim zdaniem zwyczajnie wstydzi się odezwać, pokazać ludziom swoje prawdziwe ja. Krytyka – drobna choćby sugestia oceny niektórych paraliżuje. Idę o zakład, że wrodzony, czy też wyssany z mlekiem matki pesymizm odebrał Pieniaczowi moc.

Trudno i darmo. Szkoda 5-ciu złotych wydanych na SMSa otwierającego bloga. Teraz będzie odwrotnie. Pisać będę ja – Szara Eminencja – a Pieniacz będzie gościł z rzadka, o ile w ogóle się jeszcze rozkręci. Trochę szkoda. Naprawdę dobry marketing mu robiłam. Zmarnował szansę. Mam nadzieję, że w życiu realnym będzie się wykazywał lepszym wyczuciem rynku. 

Ale czasami niestety tak to już jest, że kiedy los daje nam to, o co prosiliśmy w myślach, okazuje się, że dar do nas nie pasuje. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością bywa czasem bardzo dramatyczna.

Pamiętam z dzieciństwa – błogich czasów, kiedy jeszcze byłam katoliczką – przypowieść pewnego księdza. Żył pewien człowiek, który uważał własne życie za nieudane. Często w modłach wyrzekał Bogu jego jawną niesprawiedliwość. Trwało to przez dobrych kilka lat. Wreszcie Bóg ulitował się nad biedakiem i wysłał do niego jednego z aniołów. Skrzydlaty wytłumaczył człowiekowi z czym do niego przybywa i zabrał go do ogromnej komnaty w niebiesiech. Biedak patrzył i oczom nie wierzył. Przed nim rozpościerał się las krzyży. Były najprzeróżniejszych kształtów i wielkości. Jedne były ze złota, wysadzane drogimi kamieniami, inne słomiane, jeszcze inne bardzo proste, wystrugane z drewna.

Anioł powiedział człowiekowi, że oto dostał wybór, może zmienić swój krzyż. „Idź” – anioł uśmiechnął się życzliwie – „wybierz sobie nowe życie”. I człowiek poszedł. Zajęło mu to wiele dni. Przymierzał krzyż za krzyżem, ale jedne byłe zbyt ciężkie, aby je dźwignąć, inne przesadnie lekkie. Były takie co uwierały i takie, których w ogóle nie dawało się ruszyć z miejsca. W końcu, zmęczony i zniechęcony, trafił na krzyż, który idealnie pasował do niego. Miał swoją wagę, ale wystarczającą do niesienia przez bardzo długi czas. Człowiek machnął w stronę anioła. Kiedy skrzydlaty się zbliżył, biedak powiedział z radością – „nareszcie znalazłem, to będzie teraz moje życie”. Anioł pokiwał głową. Pochylił się w stronę człowieka i cicho spytał – „a wiesz czyj to był do tej pory krzyż?” – biedak pokręcił głową. – „twój” – odpowiedział anioł z łagodnym uśmiechem.

Motto? Los nigdy nie składa na nasze barki więcej niż moglibyśmy udźwignąć. Pieniaczowi zamarzyło się przez chwilę wygadanie się światu z wielu dręczących go bolączek. Ale kiedy okazało się, że jest kilka osób, które gotowe są poświęcić swój czas na słuchanie (czytanie), odjęło mu mowę z wrażenia. Ot, bywa.

Dlatego przejmuję dowodzenie na tej stronie – Inkaust – do czasu aż rzeczywiście okaże się przydatny.