Seksiara

Jesienne przesilenie wysysa ze mnie wszystkie soki. Natrętna senność daje się we znaki. Ciężkie powieki opadają w najmniej spodziewanych momentach. Kilka razy zdarzyło mi się przysnąć w pracy. Nie lubię tego stanu, chciałabym, żeby już był listopad, może poczułabym się nareszcie trochę lepiej.

Moje libido przeszło głęboką transformację. Energii starcza mi zaledwie na aktywność dzienną, poświęconą sprawom mniej lub bardziej trywialnym. Nie wiedzieć czemu, zatraciłam potrzebę oddawania się rozkoszom nocnych obowiązków małżeńskich. Współpartner wcale nie narzeka z tego powodu, on również wiecznie zajęty jest czym innym. Zadziwiające, gdzie się podział mój temperament? Słowo chuć, w naszym małżeńskim przypadku, całkowicie zatraciło sens. 

Idealna matka

 

Dzwonili z przychodni dla dzieci autystycznych. Nareszcie znalazła się grupa dla Pietruszki. Dziś ma się odbyć pierwsze spotkanie. Po rozmowie z panią moderatorką uświadomiłam sobie, że wciągnęli go na listę tylko dlatego, że nie odpuszczałam. Od roku nie dawałam im spokoju regularnym przypominaniem się. Czyli potrafię, jednak umiem bez zewnętrznych nacisków dbać o interesy własnego dziecka. Bzik zawsze sugerowała, że unikam leczenia syna. Szczęśliwie dla Pietruszki jej opinia zdewaluowała się. Szkoda tylko, że to wszystko tak strasznie dużo kosztuje. Miesięcznie terapia Pietruchy będzie wyciągała z naszej kieszeni w zależności od liczby tygodni w miesiącu 760-880 PeeLeNów, równowartość pensji opiekunki do niemowlęcia.

Nowa pieszczota

 

Zabudowaliśmy balkon. Teraz kot godzinami wygrzewa się na słońcu leżąc na parapecie po zewnętrznej stronie mieszkania. Wyrasta na nieprzeciętnego pieszczocha. Zdarzają się poranki, kiedy budzi mnie do życia jego zimny nos przesuwający się po mojej twarzy. Przestaje dopiero kiedy widzi, że się obudziłam. Zupełnie jakby głaskał się sam pocierając pyszczkiem moje policzki. Niesamowita pieszczota. Sama go tego nauczyłam, tak jak i mniejszą sukę. Jestem świetnym treserem jeśli chodzi o układanie zwierząt do pełnienia roli przymilnych poduszkowców. Głęboka potrzeba bliskości w moim przypadku przekłada się na zwierzaki w najbliższym otoczeniu. Obecność domowych zwierząt daje mi nieokreślone poczucie bezpieczeństwa. One dbają o mnie, a ja o nie, pełna symbioza.

Islamska mrówka

 

W pracy zrobiło się nijak. Nadal mamy nawał zleceń, ale z powodu zmęczenia praca na akord nie wychodzi mi już tak dobrze jak w wakacje. Nagroda, którą dostałam za podsumowanie wysiłków z okresu letniego stała się nagle ciężarem na sumieniu. Czuję się zobligowana do utrzymywania takiego samego tempa pracy, a nie daję rady. Nie miewam też czasu na nadgodziny, co rujnuje mój w pocie czoła odbudowywany image pracowitej i poświętliwej mróweczki. Źle się z tym czuję. Widać sukcesy mi nie służą, nie nawykłam do chwalenia. Umiem walczyć o uwagę i podziw, kiedy je nareszcie otrzymuję nie wiem co dalej począć. Jestem jak islamscy wojownicy, nie potrafię się cieszyć pokojem, wojna to mój żywioł.