Barwy jesieni

Małe kawałeczki życia wolno, trochę jak śnieg, opadają wzdłuż linii czasu. Drobne gesty i uśmiechy składają się przyjemność bycia tu i teraz. Senne nic wielkiego wypełnia kolejne dni. Znowu jesień, coraz bardziej żółte liście, niższy słupek rtęci na termometrze, nabrzmiewające deszczem chmury zaglądające w okna.

Choć to stolica pełna biur i ludzi interesu zafiksowanych w pogoni za pieniądzem, czas i tak nieco zwolnił bieg. Nawet mieszczuchy nieświadomie czują po kościach zbliżającą się zimę. Interglacjał dobiegł końca, nowa prawie półroczna era zlodowaceń zbliża się milowymi krokami. Nie ma się już do czego śpieszyć, kto nie zadbał o przetwory w spiżarni, nie ususzył grzybów i nie zakisił ogórków musi zdać się na rodzimy przemysł, wiele bowiem już nie zdziała. 

Dziś nawiedził kraj Voy. Tym razem nie zobaczymy się i to nie z powodu okrucieństwa Losu, ale naturalnej kolei dziejów. Kiedy jest się odpowiedzialnym nie tylko za siebie, trzeba czasami dokonywać niewygodnych wyborów. Politycy lubią takie sytuacje nazywać wyższą koniecznością.

Na krótki moment do kraju zawitała również Hiszpanka. Piękna i bardzo egzotyczna, lata spędzone z dala od smutnych Polaków zmieniły ją prawie nie do poznania. Kiedyś zazdrościłam jej odwagi. Bez płynnej znajomości języka, ot tak po prostu, zdecydowała się zostać z dala od domu. Zaczynała tam od zera. Doszkalając się w komunikacji werbalnej, pracowała na dwóch, a czasami trzech etatach, łapiąc się przygodnych zajęć budowała nowe przyjaźnie, chłonęła obcą kulturę. I teraz jest Hiszpanką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Odkąd w pełni poczułam, że moje życie wymaga wcale nie mniejszej odwagi, przestałam zazdrościć, choć nadal podziwiam. Zresztą nie tylko Hiszpankę. Wiele osób stanowi dla mnie inspirację. Każde z moich przyjaciół nosi w sobie – na podobieństwo małża – twardą jak kamień perłę, od której wprost trudno oderwać wzrok.

Ktoś mnie spytał dlaczego przestałam pisać. Jak to się stało, że ni z tego, ni z owego od stanu regularnego, niemal codziennego zapełniania archiwum bloga, nagle przeszłam w stan uporczywego milczenia? Mogłabym żartobliwie odpowiedzieć, że na przykładzie Sąsiada nauczyłam się tajemniczości wynikającej z zaniechania. Ale to nie stanowiłoby całej prawdy. Prawdą również nie jest stwierdzenie jakoby brakowało mi czasu i sposobności do pisania. Zwyczajnie jest mi dobrze i tyle. A kiedy brakuje słów, lepiej nie silić się na wydumaną elokwencję, tylko zamilknąć chociaż na chwilę.