Onanista I-XII rok 2004

Rok 2004

____________________

 

w buźce i nie tylko…

24 stycznia 2004

Zawsze śmieszyło mnie mówienie „dziękuję” przy wysiadaniu z windy. Śmieszyło i dziwiło. Z jakiej paki, komuś, kogo nie znam mam w takiej sytuacji dziękować. Za co dziękować? Przecież po to są windy by nimi jeździć. W górę i dół. W dół i górę. Po pewnym czasie, będąc w Warszawie, wpadłem nawet w lekki popłoch wewnętrzny. Zacząłem wmawiać sobie, że jestem strasznie niekulturalnym gościem. Wszyscy mi dziękują a ja jak menel, nie patrzę na przechodniów, tylko sikam sobie w najlepsze. Nie chowam się nawet za drzewo, wyciągam i leje na ścianę budynku i po wszystkim jeszcze ostentacyjnie otrząsam swój kranik. Chociaż menele chyba nie otrząsają. Dlatego czasami czuć od nich. Nie pomogła nawet uwaga sąsiadki na moje „nie mówienie”. Pomyślałem sobie, że gdybym miał wybór to bym wolał nie przebywać z taką zołzą w jednym pomieszczeniu. I za co tu dziękować. Odpowiedziałem, – nie znam Pani by mówić windowe dziękuję. Wiem tylko, że mieszkamy w jednym bloku. Dzień dobry powinno wystarczyć. Od tamtej pory mam spokój, przestała mi odpowiadać na powitania. Zagubiona w samotności starsza pani, metrykalnie w okolicach mojej babci, jednak charakternie o niebo, w tym wypadku powinno być, o piekło, zgryźliwsza.     Czytaj dalej Onanista I-XII rok 2004