Elficko

Wstał nowy dzień, piękny słoneczny dzień, a ja cała pospinana, z żołądkiem wielkości orzecha laskowego, zawrotami głowy i mdłościami. Nerwy to strasznie upierdliwe zjawisko. Na szczęście blask słoneczny – czy się tego chce, czy nie – dodaje otuchy.

Wczoraj po raz trzeci widziałam Troję. Nareszcie udało mi się obejrzeć ten film nie tylko w ciszy i luksusie, ale „po prostu”, bez myślenia, dumania, spostrzegania analogii, czy jakiś tam archetypów. Bardzo mi się podobało i tym razem dokładnie WSZYSTKO mi się podobało – nie tylko Orli. Czytaj dalej Elficko

Ciepłe powitanie

Nie ma pracy w pracy. Siedzę gapiąc się bezmyślnie na chmury leniwie sunące po niebie i dumam, a to u mnie bardzo niebezpieczne, czy nawet niezdrowe. Bo tak naprawdę ten tego pies… że też czas musi się zawsze tak wlec, kiedy najbardziej zależy nam na oswobodzeniu z jakiejś sytuacji. Tym bardziej, że za jedyną rozrywkę mam własne fantazje i nie podokańczane opowieści, a trochę się już tego nazbierało.  Czytaj dalej Ciepłe powitanie

Ach i och

Łatwo sięgać po wielkie słowa, chować się za emfazą i w uniesieniu szeptać wyznania. Ale prawdziwe czucie to nie głoski emitowane z konkretną częstotliwością, a działanie na rzecz i z myślą o. Można z dystansu zerkać nieśmiało i milcząc trzymać kciuki służąc ramieniem kiedy zachodzi potrzeba, albo tylko trwać na bocznym torze jako nigdy niewykorzystana ewentualność. Chowając własne chcenia i oczekiwania, przyglądać się rozwojowi wypadków. A można też czasem coś z siebie wykrzesać pod wiatr lęku i na przekór huraganom rozsądku.  Czytaj dalej Ach i och

Odyseja

No i zostałam sama. Nie wiele było potrzeba, żeby stan hipotetyczny przeszedł w stan faktyczny. Ale nie jest tak źle jakby się na początku mogło wydawać. Trzymam się dzielnie. Rano szkolenie, po południu nauka z synem, a wieczorem bazgranina. Staram się jak najmniej myśleć o tym, że jutro będzie tak samo i po jutrze… . Odsuwam od siebie myśl o samotności, mam przecież Pietruszkę, siebie i oczywiście Anioła, więc nigdy nie bywam opuszczona. Nie mniej jednak coraz częściej robi mi się ckno i nijak… .

Jester wraca dopiero w niedzielę wieczorem, pojechał na off-sight z ludźmi z firmy. Jestem więc jakby nie patrzeć słomianą wdówką. Już mnie zaprosiły kumpele na drobne drinkowanie, ale ponieważ nie piję ostatnio, więc odmówiłam – poza tym nie miałby mnie kto z tej bibki przywieźć. Dlatego tym razem wyjątkowo wybiorę los Penelopy i poczekam na mojego rozbrykanego Odyseusza.

Przemyślenia

Powinnam coś napisać, powiedzieć, powinno mi się chcieć kasłać słowami, kichać zdaniami, krztusić się kolejnymi złotymi myślami. Nie chce mi się. Całe dnie głowę rozsadzają mi myśli, które potem zalegają tworząc bezużyteczne pokłady. Może zostać poetką i namnażać bełkotliwe wiersze? Zawsze to jakiś sposób na wyrzyganie niepotrzebnych treści.

Z robienia płyt przerzuciłam się na czytanie książek. Tkwienie w fotelu dobrze na mnie działa. Z ciepłą herbatką w dłoni i książką w drugiej czuję się jak kwoczka na grzędzie. Nigdy tego nie miałam, znaczy spokoju. To dla mnie jak seks na ławce parkowej – nowe doznanie, nie zawsze fascynujące, ale za to ciekawe – nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Spokój wokół i na zewnątrz dotychczas wprowadzały mnie w zakłopotanie.  Czytaj dalej Przemyślenia

Codzienna ja

Pisaki, kredki, ołówki, ścinki, kawałki różnobarwnych tekturek, nożyczki i masa pustych tubek po kleju do papieru, wszystko to wala się po stole tworząc obraz czegoś na kształt pola po bitwie. Rozciągnięta w naszym nowym fotelu przyglądam się swoim mini arcydziełom rękodzielnictwa. Spełniona i usatysfakcjonowana wdziewam grymas Mony Lisy i odpoczywam. Tworzenie kolaży uspokaja i wycisza, dając zajęcie dla rąk i wiążąc myśli w małe węzełki przypominający kalendarz Majów.  Czytaj dalej Codzienna ja

Zimorodek

Lodowate wiatry, przeszywające do szpiku kości mrozy, wszechobecna biel i absolutny brak wiosny. Krótkie lato i niemal wieczna zima, takie właśnie było Naggaroth, ojczyzna Lashraela. A przynajmniej tylko tyle pozostało mu w pamięci, uczucie chłodu i gorzki smak zawodu. Nienawidził wspomnień, które nawet po pięciuset latach nawiedzały go we snach. Zdarzało się, że budził się z krzykiem i zlany potem leżał długie chwile nie mogąc lub nie chcąc zasnąć.  Czytaj dalej Zimorodek