Czysty lazur

Znowu ten sam mur. Dotykam palcami dokładnie tych samych cegieł. Ten sam kurz chrzęści pod stopami. Ciągle jeszcze pamiętam, jak ostatnim razem siedziałam tu pogrążona w medytacji. Jak potem gnałam na spotkanie z Nim. Moją starą dobrą Drzazgą, która zdała nareszcie egzamin. Rozmowy. Dziesiątki dyskusji. Obrazów. Impresji. Wszystko, co na tamten czas było nam dane. On i ja. Chwilowe tao, nowa rodzina. Karma. Steki bzdur i ukrytej prawdy. Wielkie słowa i małe sprawy. Pajęcza sieć wieloznaczności. Miłość, która była zawsze i troska, która nie odejdzie nigdy.  Czytaj dalej Czysty lazur

Partykuła

1/

Przez to ciągłe zastanawianie się nad tym, czy w trakcie konstruowania zdań nie nadużywam tych lub innych części mowy, zaczynam się bać czegokolwiek pisać. To straszne. Cała zabawa gdzieś wyparowała. Nie masz już dla mnie radości z pisania. Pozostała żmudna praca i to pod górę.

Miał być dramat. Ale z tego wszystkiego zapomniałam języka w gębie. No bo jakże tu pisać, jeśli twór nie stanowi zwartej, zamkniętej i oczywiście logicznej całości. Pisanie dla pisania traci sens, kiedy się wie, że za rogiem czeka ocena. Strach przed krytyką przesłania rozsądek. Bycie wiecznie na tzw. Cenzurowanym, nie służy twórczości, czy choćby zabawie w twórczość.    Czytaj dalej Partykuła