Walka z własnym ego

Odwaga – czym tak naprawdę jest? Jak każdy z nas rozumie to słowo? Oczywiście co człowiek to inna odpowiedź. Całe tony książek zawierających ten wątek trafia na półki wielu księgarni i bibliotek. Sporo bywa tam opisów wojaczki. O walce z napastnikami nie tylko w kontekście zmagań wojennych, ale również o przemocy domowej.

Mi samej jednak to słowo w pierwszej kolejności kojarzy się z innym elementem codzienności każdego z nas. W moim wewnętrznym słowniku czy też encyklopedii odwaga łączy się z tematem siły w ujawnianiu własnych pragnień i dążeń. W przyznawaniu się do słabości lub onieśmielenia. Umiejętności proszenia o wsparcie i zrozumienie.

Oczywiście nie tylko mi z dużą trudnością przychodzi przyznawanie się do banalnego: „Tak, zależy mi na tym i owym więcej niż bardzo”. Jednak staram się zawsze pamiętać, że im klarowniej i wprost sformułuję opis własnych oczekiwań, tym prostszym się stanie zainicjowanie realnego dialogu z osobą dla mnie ważną. Bo prawda bywa banalnie oczywista. Starożytny niemal sposób osiągania sukcesu. Wystarczy cichy szept. Świat nie musi słyszeć ani uczestniczyć w dialogu, by adresat bądź adresatka danego komunikatu mogła zyskać pewność, że anons prasowy dotyczy również bądź właśnie jej. Ponoć jednak dla chcącego nic trudnego.

Odwaga. Męstwo. Siła przebicia. Wewnętrzna walka z ego. Ciche potwory przyczajone w czeluściach podświadomości każdego z nas czające się wszędzie i ciągle, które nie tak łatwo okiełznać. To coś – nieco przerażające zjawisko – z którym wielu nie od razu sobie radzi. Ot, niekoniecznie należy stawać na realnym polu walki i mimo świstu kul przelatujących tuż obok głowy ratować życie konającemu wojakowi. Często wystarczy we własnej codzienności przełamać osobiste zawstydzenie i przyznać się do pragnień, które nie dają spokoju. Da radę. Naprawdę jest to możliwe.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Następny rozdział