Wspomnienia

Świeżość spojrzenia na stare sprawy to cenna umiejętność. Zwykle w tej dziedzinie korepetycji udziela czas. Dni mijają, na człowieka spływa zapomnienie, głęboki oddech braku nacisku faktami. Ani się człowiek obejrzy i zerkając na stare zapiski odkrywa, że dawny koszmar na dobre stracił na znaczeniu. Nie przeraża, nie potrząsa już dreszczem emocjonalnej grozy.  

Kiedy jest za czym tęsknić, sporo wody w rzekach musi upłynąć, żeby smętne westchnienia przycichły na dobre. Nawet jeśli tyczą się zaledwie wspomnień z dzieciństwa, pierwszych miłosnych uniesień albo rodzinnych jubileuszów. Nawet wtedy obrazy nie płowieją zbyt szybko. Gorzej jeszcze, jeśli wspominki łączy coś z, dajmy na to, dramatyzmem ostatecznego rozstania.

Kiedy przychodzą rocznice, zegar równo tyka odmierzając czas dzielący od tego, co minęło – nawet i lata temu. Stopień skurczu żołądka oddaje siłę niewypowiedzianego głośno „żegnaj”.

Stąd tylko krok do samoumartwienia.

***

Sięganie po stare albumy wiele daje. Można w spokoju domowego zacisza cofać się w czasie. Patrzeć na dawne zdarzenia zatrzymane w pół ruchu. Uśmiechy czasami pozowane, innym razem kradzione bez ostrzeżenia. Każda z form warta zachowania.

W przypływach sentymentu staje się możliwe przywołanie dawnych afektów. Przez ułamki chwil powracają reminiscencje, wypływają spod powiek, ściskają za gardło, podnoszą ciśnienie lub przyspieszają tętno. I choć dreszcz emocji nie zawsze wydać się może równie smakowity, to prawie zawsze pozostaje zależny od stopnia trafności dawnych ocen.

Spoglądanie na dawne obrazy daje wiele. Rozliczanie się z tym, co nie jest, pomaga wzmacniać siłę niezależności. Uwalnia od danych emocjonalnych brudów. Zgodnie z mądrościami Jungów i Freudów można znowu oddychać pełną piersią.

Tym właśnie bywa stawianie czoła przeszłości. Kilka pocztówek czytanych po latach wystarczy, żeby móc się śmiać z dawnych rozterek. „I ja myślałem, że nie dam rady zapomnieć? A wystarczyło zaledwie kilka zwrotów akcji…” Wartkim nurtem w mniej nieznane, przed siebie, daleko od teraźniejszości przeistaczanej w przeszłość.

***

Robiąc porządki często staje się przed wyborem czego się pozbyć, a co pozostawić dla potomnych. Nie wszystkie decyzje z równym trudem przychodzą. Wszystko zależy od stopnia uporu i chęci uwolnienia się.

Układając zdjęcia w stertę, można je segregować według własnego klucza. Ważne na jednej kupce, mniej ważne pośrodku, a te błahe jeszcze gdzie indziej. Na koniec te nieważne lądują w koszu, a pozostałe da radę poutykać w albumach lub schować w szarych kopertach, żeby swoje odleżały… do kolejnych porządków.

Podobnie bywa ze znajomościami i wspomnieniami. Część obrazów blaknie i porasta mchem zapomnienia. Inne jeszcze długo pozostają żywe. Są też takie, których ani czas, ani nowe zdarzenia nie są w stanie wykasować z pamięci. O takich wspomnieniach powstają całe tony książek i godziny filmów.

Pewnie dlatego właśnie tak dobrze sprzedają się pamiętniki niektórych sław. Wystarczy nazbierać choćby garstkę wspomnień, które okrywają perłę choćby jednego ważnego zdarzenia, a wiele stron reminiscencji bez problemu trafi na półkę w księgarni.

Ale nie trzeba być sławnym, żeby własne wspomnienia móc sprzedać. Wystarczy umieć opowiadać, a nawet z totalnej nudy da się zrobić ciekawy wątek społeczny. Trafne spojrzenie, gładka narracja, kilka wątków pobocznych, a publiczność daje się porwać. Wiele zależy od twórcy.

***

Podobnie bywa w życiu wielu. Umiejętność narracji wydarzeń sprzed lat pozwala na auto-uwodzicielstwo. Bez tego własna nuda może odebrać chęć do cieszenia się minionym czasem. I choć taka przeszłość nie boli, to i przyjemności nie daje. Po prostu nudzi. Wtedy powstaje pytanie – dość trudne, bo mało wygodne – jak duży sens miały minione zdarzenia, skoro nawet człowiekowi się ich muskać nie chce.

Jak z czymś takim sobie radzić?

Odpowiedzi można by znaleźć naprawdę wiele. Najbanalniejszym ze stwierdzeń było by powiedzenie, że wystarczy chcieć cieszyć się życiem. Ale na pewno znaleźliby się oportuniści tego banału. Nie wszyscy w równym stopniu – na co dzień – pławią się w „high life’ie”.

I co, jeśli na fotosach brak uśmiechów?

Zawsze można wszystkie zdjęcia powyrzucać i zapomnieć. Dzięki temu teraz przejdzie dość szybko we wczoraj, a potem w miesiąc i rok temu. Jeśli się własne teraz przyozdobi uśmiechem i spokojem, wystarczy kilka dni i będzie już co wspominać.

To jest właśnie najlepszy sposób na kolekcjonowanie mniej nudnych opowieści.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner