Zabawa

Dni znów mijają jak szalone. W zawrotnym tempie dryfuję ku przyszłości. Wczoraj był styczeń, jutro już marzec i tak nieustannie. To mój osobisty wewnętrzny refren. Od zawsze tak samo rytmicznie odliczam upływający czas, znikające za horyzontem kolejne dni i miesiące, nie wspominając nawet o latach.

Na uczelni sesja. Od czasu do czasu czytuję tak zwane cokolwiek – dla czystości sumienia. Rozwijanie zainteresowań nadal nie najlepiej mi wychodzi. Bez końca przebywam myślami w innym wymiarze. To skrajnie męczące. Odwieczne tu i teraz coraz częściej wydaje mi się nieosiągalne. Mam swój własny świat, od którego pozostałym wara.

Zmieniłam się. Nawet moje własne JA – ego – nie może przywyknąć do tej transformacji, której musiało się poddać. Szczególnie, że szanowna Gandalea nadal nie kojarzy imion, nazwisk, niektórych określeń. To męczące, bo ludzie coś do mnie mówią, a ja nie zawsze rozpoznaję sens i kontekst. Dlatego zabawa w życie bywa męcząca. Ale dryfuję. Uparta suka ze mnie.

 

____________________